niedziela, 21 września 2014

Rozdział 22 cz1

Ty i ja a wokół nie ma nic
Roztapiamy się w sobie
I między snami, a realnością
Nic nie liczy się poza miłością
Uśmiechnęłam się z wyższością,stwierdzając że wygrałam.Właśnie graliśmy w karty z racji kompletnego braku zajęcia(bo spać nam się oczywiście nie chciało,mimo późnej pory).
-Mako-powiedziałam,kładąc kartę i cały czas patrząc Lou w oczy
-Nie wydaje mi się-powiedział z szerokim uśmiechem
Spojrzałam na kartę,którą położył i jęknęłam,widząc Jokera.Zaczęłam z niechęcią dobierać karty.
-Oszukujesz,Tomlinson-powiedziałam zirytowana
-Gdzież bym śmiał-uśmiechnął się promiennie,ukazując rząd śnieżnobiałych zębów
-Poddaje się-mruknęłam,rzucając karty,wcześniej sprawdzając ich stan-Albo oszukujesz albo opuściło mnie szczęście.-dodałam,opadając na poduszkę-Patrząc jednak na fakt że przyjaźnisz się z tymi idiotami,wśród których jest mój kuzyn,wnioskuję że jednak oszukujesz.
Louis nachylił się nade mną rozbawiony.
-Czyżbyś była zła ?-zapytał,udając powagę
-Gdzież bym śmiała-powtórzyłam jego słowa,powstrzymując śmiech
Louis zaśmiał się i pochylił się jeszcze bardziej,składając na moich ustach delikatny pocałunek.Zamknęłam oczy i oddałam się chwili przyjemności a kiedy brunet się odsunął uśmiechnęłam się lekko.To zadziwiające jak szybko nasze pocałunki stały się dla mnie czymś normalnym.
-Zjadłabym coś-powiedziałam nagle,a widząc minę Louis'a wybuchłam głośnym śmiechem-Nie patrz tak na mnie.
-Jesteś niemożliwa-skomentował ze śmiechem
-Mówisz mi to po raz...-udawałam że liczę-Sama nie wiem który.
-Bo to prawda-uśmiechnął się do mnie
-Nie jestem sama-cmoknęłam go w policzek-Idę zrobić sobie omleta.-oznajmiłam,wstając z łóżka-Też chcesz ?

Kilka minut później przeszukiwałam szafki w poszukiwaniu jakiś dodatków do omleta a Louis kroił owoce,co powodowało u mnie salwy śmiechu.Uwierzcie kiedy ktoś kroi truskawki tak nieporadnie pozostaje się tylko śmiać.W końcu nie wytrzymałam i przejęłam od niego nóż.
-Czego konkretnie mam szukać ?-zapytał,wpatrując się w otwartą szafkę
-Czekolady,sosu do lodów ? Czegokolwiek żeby tylko można to dać na wierzch-odpowiedziałam,wzruszając ramionami-No chyba że wolisz puste wtedy nie będzie problemu
-Może być sos karmelowy ?-zapytał,wyciągając tubkę z półki
-Jasne-uśmiechnęłam się-Sprawdź jeszcze czy jest bita śmietana.-spojrzał na mnie dziwnie-No co ? Lubię niezdrowe i kaloryczne jedzenie w nocy.
-Ja nic nie mówię-odparł odbronnie
Wrzuciłam pokrojone truskawki i banany do niewielkiej miseczki i dodałam resztę składników.
Kiedy pierwszy omlet był już gotowy a drugi spokojnie się smażył na patelni,poczułam wibrowanie telefonu w tylnej kieszeni spodenek.Wyjęłam go i spojrzałam na ekran gdzie migało "Mama".To był znak że to coś ważnego,moja mama nigdy nie dzwoni o 1 w nocy bez powodu.
-Błagam,pilnuj żeby się nie spalił-powiedziałam do Louis'a,kierują się do wyjścia z kuchni
Kiedy znalazłam się w salonie,oparłam się o ścianę i przesunęłam palcem po telefonie.
-Słucham ?-powiedziałam,przykładając telefon do ucha
Nie wiem czemu zawsze zaczynałam rozmowę z mamą,tą późną,od tego słowa ale przyzwyczaiłam się że po prostu ma do mnie jakieś pretesje.
-Czy Rosalie Wiśniewska to pani matka ?-usłyszałam obcy głos
-Tak-odparłam zaskoczona-Co się stało ?
-Mówi oficer Kowalski policji w Warszawie.-moje serce zaczęło bić jak oszalałe-Z przykrością muszę panią powiadomić iż pani rodzice zginęli w wypadku samochodowym...-telefon wysunął mi się z dłoni i upadł z hukiem na ziemię.
To niemożliwe.Przecież jeszcze dzisiaj rozmawiałam z mamą przez telefon.To niemożliwe.Czułam wzbierającą we mnie panikę i atak duszności wraz ze łzami.Osunęłam się po ścianie i zaczęłam głośno krzyczeć.

~&~
Wyjmowałem właśnie naleśnika z patelni kiedy usłyszałem huk a potem głośny krzyk Luny.Bez zastanowienia odstawiłem patelnie i ruszyłem szybkim krokiem w stronę salonu.Brunetka siedziała na podłodze i zanosiła się właśnie kolejnym szlochem,prubując przy okazji złapać oddech.
Spojrzałem na jej telefon na leżący na podłodze a potem na dziewczynę i domyśliłem się że to musi mieć związek z rozmową którą przed chwilą odbyła.
Brawo,Loui.Jesteś geniuszem !-powiedział ironicznie mój wewnętrzny głos
-Lu co się stało ?-zapytałem zmartwiony,kucając obok niej
Spojrzała na mnie wystraszonymi oczami i znów zaczęła krzyczeć.
-Oni...-zaczęła,zanosząc się szlochem
Po chwili w salonie pojawił się blady jak ściana Niall.
----------------------------------------------------------------------
od autorki:och...dwa rozdziały jednego dnia...jak ja kocham takie chwile...chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw ale...cóż lubię wprowadzać trochę dramatyzmu a wydawało mi się że tak trochę mają za łatwo w życiu...wiem,wiem...pewnie się zastanawiasz po co od razu uśmiercać rodziców Roks ? ach...by siedziałam tak wpatrując się w plan 2 części i było coś..hmm...zbyt łatwo i sielankowo...więc musiałam zmienić kilka szczegółów...pomysł z wypadkiem przyszedł sam z siebie i...no wprowadziłam go w życie...liczę że jednak wam się spodobał ten rozdział i mogę już zdradzić że w następnym będzie trochę zawirowania w akcji co spowoduje że ta część opowiadania się trochę wydłuży..xd dobra..koniec tego bo mogę się rozpisać i zdradzić za dużo...dobranoc !



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz