niedziela, 14 września 2014

Rozdział 20 cz 2

*Trzy dni później*


-Czy ty widzisz jaka jest pogoda ?!-ze snu wyrwał mnie krzyk Niall'a
-Przesadzasz !-usłyszałam głos Harry'ego
-Nie mam zamiaru być chory,pajacu !
Przetarłam twarz i opatulona kocem powoli wstałam z łóżka.Odnalazłam mój telefon i ruszyłam w stronę drzwi.
-Oni sobie żartują ?-mruknęłam,patrząc na zegarek,który wskazywał drugą nad ranem.
Powariowali albo..nie,nie ma innej opcji.Powariowali i tyle.
Powoli zeszłam po schodach,uważając żeby nie potknąć się czasem o własne nogi.Uwierzcie to możliwe.Stanęłam w progu salonu i przyjrzałam się całej piątce.Louis i Zayn siedzieli rozbawieni na kanapie,Niall i Harry wrzeszczeli na siebie jak opętani a Liam próbował ich uciszyć.
-Możecie być ciszej ?-mruknęłam,opierając się o framugę-Niektórzy próbują spać.
Wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na mnie a ja tylko pokręciłam rozbawiona głową i podeszłam do kanapy.
-Następnym razem jak mnie obudzicie utopię was w łyżce wody-powiedziała jeszcze zaspanym głosem,przytulając się do Louis'a,który objął mnie ramieniem-A teraz łaskawie usiądźcie na tyłkach i dojdźcie do porozumiewania normalnym tonem-zmierzyłam ich wzrokiem-Chyba że chcecie zginąć.
Wtuliłam się w bruneta i zamknęłam oczy.Wsłuchiwałam się w ciągłą kłótnie Horana ze Stylesem i co raz bardziej miałam ich dość.
-Nie możecie oboje wskoczyć do tego basenu ?-mruknęłam,nie otwierając oczu-Wtedy oboje będziecie chorzy i oboje będziecie mieć problem.-spojrzałam na nich,otwierając oczy-To się nazywa kompromis.
-Ale...-zaczął Niall
-Nie ważne-wzruszyłam ramionami i wstałam z kanapy-Jeszcze raz mnie obudźcie a was zamorduje.

Wróciłam do pokoju i położyłam się pod cieplutką satynową pościelą.Usłyszałam plusk wody na zewnątrz co oznaczało że ci idioci wskoczyli do basenu.Oni na prawdę powinni się leczyć.Wtuliłam się w poduszkę i nim się obejrzałam znalazłam się w objęciach Morfeusza.

Tym razem ze snu obudził mnie dzwonek mojego telefonu.Mruknęłam niezadowolona i nakryłam głowę poduszką.Ludzie chyba obrali sobie dzisiaj za cel budzenie mnie.Wymacałam ręką dzwoniące urządzenie i spojrzałam na ekran gdzie migało "mama".Odebrałam połączenie i z niechęcią przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-mruknęłam,podnosząc się do pozycji siedzącej
-Obudziłam cię ?
-Tak
-Zdajesz sobie sprawę która jest godzina ?-zapytała roześmiana
-Co za różnica ? Może mam depresyjny dzień?-powiedziałam obojętnie,opadając na poduszkę
Już tłumaczę...depresyjny dzień to po prostu taki dzień kiedy jedyne na co masz ochotę to sen.Chcesz siedzieć sam i najlepiej płakać albo spać.Zazwyczaj w takie dni po prostu leże w łóżku i rozwodzę nad tym jaki to ten dzień jest bezsensowny.Moja mama oczywiście wiedziała o wszystkim i od roku reagowała tak samo.
-Wiesz co powinnaś zrobić-powiedziała poważnie
-Nie będę tego brała bo i tak mi nie pomaga-odpowiedziałam znudzona-I nie,nie chce silniejszych.Mamo ja nie mam depresji tylko po prostu gorszy dzień.
-Ale lekarz powiedział...
-Lekarz jest idiotą z wyższym wykształceniem-zaśmiałam się-Mamo muszę kończyć.Pogadamy jutro-powiedziałam szybko i się rozłączyłam
Denerwowały mnie tego typu rozmowy.Ja utrzymywałam że mam tylko gorszy dzień,ona że lekarz powiedział że za każdym razem gdy mam ochotę umrzeć(chyba sobie żarty stroi,życie jest za piękne) powinnam brać tabletki na depresje a na końcu ja połykałam to świństwo,szłam do szkoły,pyskowała każdemu i wzywali mamę bo zachowuję się karygodnie.I chyba mieli rację,bo potrafiłam zwyzywać nauczyciela bo tek kazał mi skupić się na lekcji.
Wyciszyłam telefon i położyłam go na szafce nocnej.Spojrzałam na drzwi od łazienki i uśmiechnęłam się pod nosem.Prysznic.To było to czego potrzebowałam.
Nim się obejrzałam znalazłam się w kabinie pod ciepłymi kroplami wody.....

------------------------------------------------
od autorki:zakończyłabym to "ciąg dalszy nastąpi" ale sama nienawidzę tych słów więc nie będę ich używać...hmm...nie jestem z siebie dumna jeżeli chodzi o ten rozdział..męczyłam go tydzień a mimo to i tak nie jest perfekcyjny...xd ale cóż się dziwić ? szkoła nas nie rozpieszcza...rozszerzona matma ściga mnie pracami domowymi a nawiedzony człowiek zwany moim bratem utrudnia mi życie...no i jak tu pisać ? Ale obiecuję poprawę...właśnie dokładnie planuje następne rozdziały i biorę się za poprawianie planu drugiej części...do zobaczenia za tydzień ! <3

3 komentarze: