czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 9


Teraz jesteśmy kwita.
Spojrzałam na kartkę nie rozumiejąc o co chodzi.Otworzyłam drzwi od pokoju i weszłam wciąż wpatrując się w to jedno zdanie.Podniosłam wzrok dopiero kiedy zobaczyłam czerwone kropki na dywanie.Ale to co zobaczyłam sprawiło że przez moje ciało przeszedł dreszcz.
Na moim łóżku leżał Louis w kałuży krwi.Wrzasnęłam i do niego podbiegłam.
-Loui ! Loui obudź się !

Usiadłam na łóżku cała zapłakana i rozejrzałam się spanikowana po pokoju.Pochłaniała go ciemność,która mnie w tym momencie przerażała.Odnalazłam więc włącznik i zapaliłam lampkę.Mrugnęłam kilka razy,przyzwyczajając się do niewielkiego światła.Wzięłam kilka głębokich wdechów i wytarłam łzy w rękaw bluzy.Wiem to dziwne,jest środek wakacji a ja śpię w bluzie ale to po prostu głupie przyzwyczajenie.Wymacałam pamiętnik pod poduszką i spróbowałam zebrać myśli.
Jednak nic z tego nie wychodziło a ja miałam przemożną ochotę pójść dalej spać.Ale kiedy zgasiłam światło przed oczami znów pojawił mi się obraz ciała Louis'a i karteczki ze słowami "teraz jesteśmy kwita".Przewróciłam się na drugi bok ale to nic nie pomogło,więc wstałam z łóżka.Zrezygnowana spojrzałam na zegarek,który wskazywał trzecią nad ranem.
-Super-mruknęłam
Biorąc telefon cicho wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.Miałam ochotę na gorące kakao i porcję czekolady.Bo nie ma to jak zdrowe odżywianie w nocy,no nie ?
Kiedy weszłam do salonu zaśmiałam się cicho pod nosem.Na kanapie spał rozwalony Louis.Spojrzałam na migoczący ekran telewizora i zobaczyłam końcową scenę mojego ulubionego filmu.Przykryłam chłopaka kocem i wyjęłam powoli pilota z jego ręki.Brunet przekręcił się na bok i coś wymamrotał.
Zaśmiałam się cicho i wyłączyłam telewizor.Cichym krokiem ruszyłam do kuchnie gdzie odnalazłam czekoladę i kakao.Nastawiłam mleko i zaczęłam jeść tabliczkę czekolady jak batona.Potrzebowałam cukru.Zdecydowanie.
Zalałam gorącym mlekiem kubek z wcześniej wsypanym kakaem i uśmiechnęłam się,czując cudowny aromat napoju.Z kubkiem i czekoladą wróciłam do salonu i usiadłam pod telewizorem i popijając idealnie ciepły płyn obserwowałam śpiącego Tomlinsona.Chyba znalazłam nowe hobby-obserwowanie śpiącego Louis'a.Wyglądał tak słodko i przystojnie za razem że moje serce chyba miało ochotę połamać mi żebra,przerwać skórę i do niego polecieć.Nie,stop!Nie mogę się w nim zakochać.
Wgryzłam się w czekoladę wyrzucając tą myśl z mojej głowy.To nie mogła być prawda bo przecież różni nas siedem lat,on jest sławny a moja przeszłość może doprowadzić do różnych scenariusz i większość z nich nie była kolorowa.Coś huknęło a ja podskoczyłam przestraszona.Po chwili się zorientowałam że na dworze zaczęła panować burza.
-Świetni-mruknęłam
Dzień był za piękny,nie licząc głupiego incydentu,żeby następny też taki był.Pokręciłam głową zrozpaczona i powróciłam do obserwowania śpiącego Louis'a.
~&~
Z cudownego snu wybudził mnie potężny grzmot.Mruknąłem niezadowolony i otworzyłem oczy.Przed mną siedziała uśmiechnięta Luna i coś jadła.Zamknąłem oczy z powrotem,myśląc że to tylko sen ale kiedy je znów otworzyłem ona nadal tam siedziała.Ostatnio często mi się śniła więc to nie było by nic nowego.Nie rozumiałem sam siebie ale cieszyłem się że mam ją przy boku.
-Która godzina ?-zapytałem,podnosząc się do pozycji siedzącej
-Koło czwartej nad ranem-wzruszyła ramionami
-Czemu już nie śpisz ?-zapytałem,rozciągając się-Ał,moje plecy-jęknąłem kiedy coś mi strzeliło
Nie polecam spania na kanapie.Plecy bolały mnie jakby przeszło po nich stado słoni i czułem że wzór na poduszce odbił mi się na twarzy.
-Miałam koszmar-znowu wzruszyła ramionami-Co cię podkusiło żeby to oglądać ?-zapytała,wskazując na pudełko od filmu
-Chciałem zobaczyć co w nim jest takiego że tak go uwielbiasz-powiedziałem obojętnie-Ale mi się przysnęło i się nie dowiedziałem.
Zaśmiała się melodyjnie a moje serce zaczęło bić szybciej.Mógłbym słuchać tego śmiechu cały czas i nigdy by mi się nie znudził.
-Mogłeś po prostu zapytać-powiedziała rozbawiona-Na pewno bym ci jakoś to wytłumaczyła.
-To czemu tak uwielbiasz ten film ?-zapytałem z uśmiechem
Dziewczyna podniosła się z podłogi i przysiadła obok mnie na kanapie.W okna zaczął uderzać deszcz a w ciszy było słychać wiatr.
-Fajna pogoda do rozmowy-stwierdziła brunetka-I pora też-zaśmiała się-Więc chcesz wiedzieć czemu kocham ten film,tak?-zapytała a ja pokiwałem głową-Bo opowiada o czymś prawdziwym.-spojrzałem na nią pytająco-Chodzi o to że pokazuje że miłość wcale nie jest uczuciem cudownym i tak dalej.Czasami pokazuje kolce ale i tak kochamy.-uśmiechnęła się lekko-Coś zaczyna się niewinnie a potem przeradza w coś pięknego ale nagle bum,wyskakuje coś co staje na przeszkodzie.Podoba mi się to że po upływie kilku lat on nadal o niej pamiętał.-spojrzała na mnie-To chyba tyle.-wzruszyła ramionami
-Czyli podoba ci się to że ona umarła ?-zapytałem nie bardzo rozumiejąc
-Nie-walnęła mnie w ramie-Podoba mi się to że nie chciała żeby on cierpiał i to że nawet po jej śmierci on nie przestał jej kochać-przewróciła oczami-Coś nie realnego bo każdy chłopak w jego wieku po roku znalazłby sobie inną-dodała ironicznie
-Skąd masz taką pewność ?
-Realia rzeczywistości,mój drogi-powiedziała obojętnie
-Ja bym nigdy tak nie postąpił-stwierdziłem,patrząc jej w oczy
-Czyli po śmierci swojej dziewczyny nigdy byś się nie zakochał ?
-Nigdy bym o niej nie zapomniał.
-Nie masz pewności-zaśmiała się i zsunęła na podłogę-Tak jak ja nie mam pewności że taka miłość w ogóle istnieje.-schowała twarz w dłoniach
Usiadłem obok niej i ją objąłem ramieniem.Przytuliła się do mnie mocno a mój żołądek wywiną trzy koziołki.Chyba na prawdę się w niej zakochałem.

                                                                        ~&~

-Istnieje-wyszeptał cicho wciąż mnie przytulając-I kiedyś ją spotkasz,Lu.
-Ale czemu nie może przyjść teraz ?-zapytałam jak mała dziewczynka-Wydaje się lekiem na całe zło.
Już ją spotkałaś,idiotko-powiedział irytujący głosik w mojej głowie-I właściwie właśnie się do niej przytulasz,kretynko.
Zacisnęłam powieki i starałam się pozbyć tego cholernego głosu z mojej głowy.Zazwyczaj miał racje ale nie potrafiłam go słuchać.Nie kiedy wmawiał mi coś niemożliwego.
-Co powiesz na wczesne śniadanie ?-zaproponował Louis
-Właściwie to czemu nie-wzruszyłam ramionami-Mam ochotę na naleśniki z dużą porcją Nutelli.
-Obawiam się że nie mam Nutelli-powiedział ze śmiechem
-To jeźdźmy po nią-powiedziałam uradowana-Przestało lać a jak nie zjem Nutelli to..-szukałam w głowie czegoś śmiesznego-To padnę trupem-Wiem,wiem mało śmieszne.
-Z powodu braku Nutelli na naleśnikach ?-zapytał ze śmiechem
-Tak-odpowiedziałam poważnie-Potrzebuję cukru,dużo cukru.
Kiedy to powiedziałam dopiero się zorientowałam co to oznaczało.Prawdopodonie w ciągu dwóch następnych dni dostanę okresu.Zawsze tak miałam przed tą cholerną miesiączką.I wiedziałam że jeżeli nie zjem czegoś słodkiego najprawdopodobniej będę się zwijać z bólu cały dzień,taki to już był mój organizm.
-To w takim razie musimy jechać do sklepu.Tylko nie wiem jaki będzie otwarty o tej porze.
-Nie macie takiego całodobowego albo stacji paliw ?-zapytałam,odsuwając się od niego
-Mamy-zaśmiał się-To chodź się ubrać i jedziemy.-wstał i podał mi rękę
Dopiero teraz się zorientowałam że był bez koszulki.Boże,jaką on ma klatę ! Zaśmiałam się w duchu i złapałam jego dłoń.
-Ja tam mogę jechać tak-powiedziałam z uśmiechem
Miałam na sobie krótkie spodenki i czarną bluzę,przecież to nawet nie wyglądało jak piżama.A po za tym zawsze chciałam iść w piżamie do sklepu.Wiem,mam dziwne marzenia.
-Okeeej-uśmiechnął się do mnie i zniknął w holu
Poszłam w jego ślady i po chwili zobaczyłam że zakłada na siebie bluzę,która swoją drogą chyba była od zestawu od jego spodni dresowych.Kiedy zaczął zakładać buty spojrzał na mnie z uśmiechem.
-To jedziemy ?-zapytał wyczekująco
Zaśmiałam się cicho i wsunęłam na nogi moje klapki.
Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy do sklepu.Na drogach było zupełnie pusto a domu wydawały się przerażająco ciemne.
-Coś mi mówi że jesteśmy chorzy na głowę-powiedziałam z szerokim uśmiechem
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony
-Bo kto normalny o tej porze jedzie do sklepu?
-My-zaśmiał się a ja mu zawtórowałam
Boziu jaki on miał cudowny śmiech.Boziu o czym ja myślę ? Powinnam się leczyć.Zdecydowanie.Zajechaliśmy pod jakiś całodobowy supermarket i oboje wyszliśmy z samochodu.
~&~
Weszliśmy do sklepu po słoik Nutelli wyszliśmy z trzema i do tego paczkami prażynek i paluszków.Kasjer patrzył na nas jak na kompletnych świrów ale my się tym nie przejmowaliśmy i cały czas chichotaliśmy.
-Co powiesz na niezbyt zdrowe śniadanie na świeżym powietrzy ?-zapytała Luna kiedy siedzieliśmy już w samochodzie
-To znaczy ?
-Weźmy to co kupiliśmy i jedźmy w twoje ulubione miejsce-wyjaśniła z uśmiechem-Bo zakładam że takie masz,prawda ?
-Jest takie jedno miejsce,ale..
-To tam jedźmy i zjedzmy śniadanie podziwiając wschód słońca-klasnęła w dłonie-To będzie taaakie szalone i fajne-słyszałem rozmarzenie w jej głosie
Wyjechałem z parkingu i ruszyłem w kierunku obrzeży miasta.Nie minęło pół godziny a byliśmy na miejscu.Było to niewielkie wzgórze z widokiem na miasto.Kochałem tu przyjeżdżać żeby pomyśleć i odciąć się od tego całego zgiełku i sławy.Ale dotąd nikt tu ze mną nie był.Dziwnie się czułem będąc tu z Luną ale z drugiej strony cieszyłem się że mogłem się z nią podzielić tym miejscem.
Dziewczyna wzięła siatki i wysiadła z samochodu.Po chwili zobaczyłem jak wypakowuje wszystko na maskę samochodu i mocuje się ze słoikiem.Ze śmiechem wziąłem koc z pod tylnego siedzenia i wysiadłem.
-Odkręcisz to,Loui ?-zapytała,podając mi słoik
Odebrałem od niej Nutelle i przekazałem koc.W czasie gdy go rozkładała na trawie ja odkręciłem czekoladę.Podałem ją dziewczynie a potem pomogłem jej resztę rzeczy przenieść na koc.Luna wyjęła trochę paluszków i wsadziła je do Nutelli.
-Specjalność zakładu dla pana-wyciągnęła w kierunku mnie rękę-Słone paluszki z czekoladą.
-A pani nie je?-zapytałem wyciągając jednego
-To nie tak się je-zaśmiała się i wyjęła cztery naraz-A teraz niech pan otworzy buzie-powiedziała z uśmiechem
-To na pewno dobre ?-zapytałem ze śmiechem
-Spróbuj to się przekonasz-podstawiła mi pod usta cztery paluszki
Wyjąłem je z jej ręki i ugryzłem.Smakowały dziwacznie.Brunetka zaśmiała się z mojej miny i sama wsadziła do buzi cztery paluszki zamoczone w czekoladzie.

-------------------------------------------------
od autorki:Więc tak...na początku ten rozdział był dwa razy dłuższy ale stwierdziłam że podzielę to co napisałam na dwa rozdziały tak więc jeszcze dzisiaj zapewne pojawi się rozdział 10 tylko najpierw muszę go trochę poprawić plus coś w nim zmienić...xd  także...czekam na komentarze.

2 komentarze: