czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 10


Zjedliśmy z Louis'em całą paczkę paluszków i przy okazji trochę się ubrudziliśmy Nutellą.Znaczy w sumie to tylko ja.Znalazłam chusteczki w reklamówce i wyciągnęłam jedną.
-Teraz mi powiesz gdzie jestem brudna na twarzy-powiedziałam do Louis'a ze śmiechem
-Albo mogę ja ci to wytrzeć-zaproponował
Udawałam że się zastanawiam a po chwili podałam mu chusteczkę.Przybliżył się do mnie ze śmiechem i zaczął wycierać resztki czekolady z mojej twarzy.Czułam się jak mała dziewczynka co spowodowało u mnie napad chichotania.Spojrzałam kątem oka na wschodzące słońce i przez moment poczułam się jak w najgłupszej komedii romantycznej jaką widział świat.
-Gotowe-oznajmił Louis,wyrywając mnie z zamyślenia
-Chyba powinniśmy wracać-powiedziałam,podnosząc się
-Chyba tak-odpowiedział,także wstając
Zebraliśmy wszystkie rzeczy i wrzuciliśmy je do bagażnika.
-Wiesz że jesteś pierwszą osobą którą tu zabrałem ?-zapytał a raczej stwierdził Louis kiedy siedzieliśmy w samochodzie
-Super-powiedziałam niepewnie
To było za dużo,chyba...Nie wiedziałam czy to miała być jakaś deklaracja czy coś w tym stylu ale zdecydowanie mojemu sercu się spodobała że byłam tą wyjątkową osobą dla niego.Kurwa! Skończ!Zbeształam się w myślach.Nie mogłam się w nim zakochać.


Nim się obejrzałam zajechaliśmy pod dom.Jakoś nie uśmiechało mi się wyjście z samochodu i wrócenie do domu.Nagle Louis pochylił się i cmoknął mnie w policzek.
-Za co to ?-zapytałam,patrząc na niego zaskoczona
-Za fajny poranek-odparł z uśmiechem
-Jak kiedyś będziesz chciał to powtórzyć to daj znać-uśmiechnęłam się szeroko
-Będę pamiętał-powiedział i spojrzał mi w oczy
I wtedy to się stało.Nie wiedziałam w sumie co robię ale wiedziałam że to niewłaściwie.Jednak nie potrafiłam tego przerwać.Louis spuścił na chwilę wzrok na moje usta ale zaraz wrócił do oczu.Nawet nie wiem kiedy nasze wargi się spotkały a ja zamknęłam oczy.Moje serce przyspieszyło swoje bicie do właściwego maximum a w brzuchu zaczęło latać stado jednorożców.
Po chwili jednak do mnie dotarło co robimy i oderwałam się od Louisa a następnie szybko wysiadłam z samochodu.Właściwie dobiegłam do drzwi a kiedy je otwierałam zerknęła w stronę pojazdu.Louis siedział do mnie tyłem i chyba wpatrywał się w miejsce gdzie przed chwilą siedziałam.Weszłam do domu i trzepnęłam drzwiami.Nie przejęłam się że mogę kogoś obudzić tylko ze łzami w oczach pognałam do pokoju,gdzie opadłam na łóżku.
-Jestem beznadziejna-mruknęłam w poduszkę



Pocałował mnie.Ja pocałowałam jego,pamiętniczku.A potem po prostu uciekłam.Unikałam go cały dzień.W sumie to po prostu siedziałam w pokoju,tłumacząc że źle się czuję i mówiąc że ma to związek z kobiecymi sprawami.A teraz siedzę i obserwuję z okna Louis'a.Nie zeszłam do ogrodu.Nadal boję się spojrzeć mu w oczy.A on tam siedzi i ze smutkiem wymalowanym na twarzy patrzy się przed siebie.Czuje się podle ale..ja się po prostu boję.Nie chcę tylko wakacyjnej miłości.Nie lubię czegoś takiego.Ja chcę czego magicznego takiego jak w filmach i wiem że Lou mógłby mi to dać ale boję się.
Chyba boję się że go zranię,całkiem niechcący,przecież jestem w tym miszczem.Jestem też miszczem w byciu idiotką.O tak..powinnam dostać za to nagrodę.
Uchyliłam okno i odpaliłam papierosa.Musiałam się uspokoić i pomyśleć.
~&~
Wiedziałem że popełniłem największą gafę jaką tylko mogłem ale uczucia wzięły górę.Kiedy oddala pocałunek myślałem że wszystko będzie dobrze ale potem po prostu uciekła.Nie wychodziła z pokoju cały dzień i wiedziałem że to moja wina.Po prostu nie chciała mnie widzieć.
Wychodząc do ogrodu miałem nadzieję że się tu pojawi ale się zawiodłem.To bolało,cholernie.Spieprzyłem najcudowniejszą przyjaźń jaką miałem.
Jesteś idiotą,Louis-powiedział mój wewnętrzny głos a ja z niechęcią przyznałem mu rację.
Kiedy poczułem dym papierosowy spojrzałem w górę.Luna siedziała na parapecie,przy uchylonym oknie i paliła.Wiedziałem już że robi to kiedy jest zdenerwowana albo smutna.Poczułem jak moje serce pęka kiedy uświadomiłem sobie po raz tysięczny że to moja wina.Wstałem powoli i z podjęta decyzją ruszyłem do sypialni Niall'a.
Blondyn siedział z laptopem na kolanach i chyba odpisywał na wiadomości fanów.Odkrzyknąłem lekko żeby na mnie spojrzał.
-Wracam do siebie-powiedziałem cicho
-Czemu ?-zapytał,odkładając laptopa
-Chcę pobyć sam-skłamałem i wyszedłem z pokoju
Spakowanie moich rzeczy nie zajęło mi dużo czasu.Już godzinę później byłem w drodze do mojego apartamentu w centrum Londynu.Nie chciałem niszczyć Lu pobytu w Londynie moją głupotą i bezsensowną miłością więc stwierdziłem że po prostu wrócę do swojego mieszkania.Jednak kiedy przekroczyłem próg wydawało mi się dziwnie puste.Wszędzie panowała cisza do której musiałem się przyzwyczaić.Rzuciłem torbę w kąt i poszedłem do salonu.Bez namysłu wyjąłem butelkę whisky z baru i usiadłem na kanapie.
-Za twoją głupotę-powiedziałem do siebie i przechyliłem butelkę

                                                                               ~&~

Następnego dnia byłam całkowicie gotowa na rozmowę z Louis'em o tym co zaszło i o tym co czuję.Ale kiedy zapukałam do jego pokoju okazał się być pusty.Zeszłam na dół gdzie też go nie było ale za to znalazłam Niall'a robiącego kanapki.
-Widziałeś Louis'a ?-zapytałam,siadając przy blacie.
-Wrócił wczoraj do siebie-odpowiedział obojętnie
-Nie ma go...-zaczęłam ale mi przerwał
-Do siebie do domu-wyjaśnił-Wprowadzili się tu tylko na okres twojego pobytu na co dzień mieszkamy osobno.
-Podał ci powód ?-zapytałam spokojnie
-Powiedział że chce pobyć sam-wzruszył ramionami-Ale ja mu nie wierzę.
-Jest szansa że mnie do niego zawieziesz ?-uniosłam jedną brew do góry
-Mi się nie chce-uśmiechnął się szeroko-Ale spytaj reszty może któryś będzie jechał do miasta.
-Dzięki,Niall-cmoknęłam go w policzek
Nie wiem czemu ale na pierwszy odstrzał zapukałam do drzwi Zayn'a.Otowrzył mi z telefonem przy uchu.
-Zawieziesz mnie do mieszkania Louis'a ?-zapytałam,nie zwracając uwagi na to że rozmawia
-Poczekaj chwile-powiedział do telefonu-Po co ?
-Bo wczoraj tam wrócił a ja muszę z nim porozmawiać-wyjaśniłam rzeczowo-To zawieziesz mnie?
-Dobra-odpowiedział i wrócił do rozmowy przez telefon
-Będę gotowa za pięć minut-powiedziałam,wychodząc
Wróciłam do pokoju i jak burza wyszukałam w walizkach czarne rurki i pierwszą lepszą bluzkę.Zabrałam jeszcze bieliznę i pognałam do łazienki.Tam szybko się przebrałam i stwierdzając że nie doprowadzę włosów do ładu zaplotłam je w dwa warkocze,w których dawno nie chodziłam.Nie bardzo przejęłam się makijażem i nim się obejrzałam stałam przy drzwiach i wołałam Zayn'a.
-Nie żartowałaś z tymi pięcioma minutami-skomentował zakładając buty
-To jest ważna rozmowa-powiedziałam szybko-I muszę z nim porozmawiać za nim stracę odwagę.
-Co się między wami wydarzyło ?-zapytał wychodząc z domu-Wczoraj siedziałaś cały dzień w pokoju a Lou chodził przygnębiony.Więc?
Trzy razy przekalkulowałam czy mu to powiedzieć ale w sumie ostatnio trochę mi pomógł więc może i tym razem strzeli gadkę jak psycholog ?
-Pocałowaliśmy się-wypaliłam,kiedy siedzieliśmy już w samochodzie
-Co?!-zapytał zdziwiony
-Pocałowaliśmy się-powtórzyłam cicho
-Ale...-zaczął ale mu przerwałam
-Pojechaliśmy rano na śniadanie i jak wróciliśmy to po prostu się stało-wyjaśniłam,bawiąc się rękawem bluzki-A potem uciekłam do pokoju.-boże czemu ja mu to mówię ?
-I mówisz mi to bo ?
-Nie wiem.Musiałam to komuś powiedzieć-odpowiedziałam obojętnie-Ale piśnij komukolwiek choć słówko a własnoręcznie ci wyrwę język.
Nie odezwał się co mnie dobiło.Liczyłam że powie coś mądrego ale on po prostu jechał i nic się nie odzywał.Zatrzymał się pod ogromnym apartamentowcem i podał mi numer mieszkania.Kiedy miałam już zamykać za sobą drzwi wypalił:
-Daj temu szanse.Lou to porządny facet.
I odjechał za nim zdążyłam zareagować.Drzwi się same zamknęły a ja stałam wpatrując się przed siebie.Może miał racje ? Może powinnam dać temu szansę?Przecież i tak nie zmienię tego co czuję a potrzebuje Louis'a w moim życiu jak wody i powietrza.
Z takimi myślami i kilkoma innymi wyjechałam na szóste piętro i stanęłam przed drzwiami z numerem 320.Zapukałam czując jak narasta we mnie panika.Kiedy drzwi się nie otworzyły zapukałam jeszcze raz a potem zadzwoniłam dzwonkiem.Nikt nie otwierał więc nacisnęłam klamkę.Drzwi ustąpiły a ja niepewnie weszłam do środka.
-Loui ?!-krzyknęła,zmierzając przed siebie
Kiedy znalazłam się w salonie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.Na podłodze przy kanapie leżało kilka pustych butelek a na meblu leżał pijany Louis.Przypomniało mi się jak on znalazł mnie w takim stanie i wybuchnęłam śmiechem.
-Kimkolwiek jesteś wyjdź-mruknął w poduszkę
-Raczej nie zamierzam,Loui-powiedziałam,podchodząc bliżej
-Luna ?!-krzyknął zaskoczony i podniósł się z kanapy nieźle się przy tym chwiejąc-Co ty tu robisz ?
-Lepiej usiądź-powiedziałam ze śmiechem-Przyjechałam porozmawiać ale jak widać nie jesteś w najlepszym stanie.-usiadłam obok niego
-Myślałem że wszystko zniszczyłem-powiedział rozpaczliwie i mocno mnie przytulił-Myślałem że nigdy cię już nie zobaczę.
-Mnie się nie tak łatwo pozbyć-powiedziałam ze śmiechem-Ale porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz.-odsunęłam się od niego-A teraz pójdziesz spać bo nie mamy wieczności.
Niespodziewanie położył się tak że jego głowa leżała na moich kolanach.Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Miałeś iść do łóżka spać-powiedziałam rozbawiona
-Ale ja chcę przy tobie.-wymamrotał-Przynajmniej nie uciekniesz.
-Nie mam zamiaru-westchnęłam i włączyłam telewizor
Oglądając jakiś nudy program bawiłam się włosami Louis'a co widać pomogło mu zasnąć.Jakimś cudem przykryłam go kocem i wróciłam do oglądania telewizji.
Kilka godzin później podniosłam głowę Louis'a i wstałam z kanapy.Postanowiłam przygotować mu dzbanek wody na kaca i coś do jedzenia.Niestety z jego zapasów w lodówce nie było możliwości przygotowania jedzenia,więc zrobiłam tylko wodę i poszłam do łazienki się załatwić.
                                                                                   ~&~

Kiedy się obudziłem poczułem przeraźliwy ból głowy a zaraz potem dotarło do mnie że leżę na poduszce a nie kolanach Luny.Przestraszony że to był tylko sen otworzyłem oczy i rozejrzałem się po salonie ale nigdzie jej nie było.Zrezygnowany nakryłem się ciaśniej kocem i starałem się jakoś pozbyć bólu głowy.
-Może wody ?-usłyszałem znajomy głos i natychmiast otowrzyłem oczy.
W progu salonu stała Luna i patrzyła na mnie z uśmiechem.Pokiwałem głową i znów zamknąłem oczy.A co jeśli to był sen ? Jeżeli jej tu nie było ? A ten obraz wytworzyła moja wyobraźnia ?
Wtedy,Tomlinson,pójdziesz do psychiatry-powiedział ironicznie mój wewnętrzny głos.
Skrzywiłem się lekko na myśl że ma rację.
-Będziesz pił na leżąco czy może wstaniesz?-usłyszałem rozbawiony głos
-Powiedz że jesteś prawdziwa.
-Jestem-zaśmiała się-Nie masz tak bogatej wyobraźni,Loui.


---------------------------------------
od autorki:Ten dramatyzm sytuacji...ale zdradzę wam że wszystko mam zaplanowane...nawet najmniejszą kłótnie..więc uważajcie bo trochę się będzie działo..patrząc na to że ich związek będzie dość skomplikowany i na ich drodze pojawi się jeszcze nie jedna przeszkoda i tu wcale nie będzie chodziło o media które też dołożą swoje pięć groszy...no ale dobra bo za dużo zdradzę..:d dzisiaj są dwa rodziały..trzymajcie kciuki żeby jutro też tak było..xd

2 komentarze:

  1. "... a w brzuchu zaczęło latać stado jednorożców." zgon na miejscu XD

    OdpowiedzUsuń
  2. trzymam kciuki !! świetny :)

    OdpowiedzUsuń