niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 5

Kiedy się obudziłam jakimś dziwnym trafem leżałam pod kocem,a balkon był szczelnie zamknięty.Gdy mój mózg wskoczył na właściwe obroty uświadomiłam sobie że pewnie któryś z chłopaków tu był.Rozciągnęłam się i zgarniając po drodze bluzę z podłogi wyszłam z pokoju.Dopiero na schodach,kiedy ją założyłam zorientowałam się że to bluza Louis'a którą mi wczoraj dał.Wzruszyłam ramionami i wkroczyłam do salonu gdzie wszyscy siedzieli.
-Daaaajcieee herbaty !-powiedziałam,robiąc maślane oczka
-Zaraz ci zrobię-powiedział Niall,podnosząc się z kanapy
-Nie,Horan-odezwał się Zayn-Ma rączki niech sama sobie zrobi.
-Ale...-zaczął blondyn
-Ma tu mieszkać całe wakacje,daj spokój-przewrócił oczami
-Walcie się-burknęłam i poszłam do kuchni
Nastawiłam sobie wodę i czekałam aż się zagotuje,opatulając ciaśniej bluzą.Boże jak mi było zimno.Przyłożyłam sobie rękę do czoła i jęknęłam niezadowolona.
-Cool-mruknęłam,zalewając herbatę
Jeszcze mi do tego wszystkiego była potrzebna choroba.Ale jak to by powiedziała moja mama-sama się o to prosiłam.Wsypałam trzy łyżeczki cukru do kubka,zamieszałam i wróciłam do salonu.Usiadłam między Louis'em a Niall'em.Spojrzałam na ekran telewizora,na którym akurat leciał jakiś film.Zaraz rozpoznałam w nim jakiś beznadziejny film akcji,który mój tata uwielbiał.Upiłam łyk herbaty i uśmiechnęłam się lekko,czując przyjemne ciepło.
-Zayn,podasz mi koc ?-zapytałam-Czy to też mam sobie sama wziąć ?-dodałam ironicznie
-Proszę-podał mi przykrycie
Z pomocą Niall'a rozłożyłam koc i się nim przykryłam.I mimo że siedziałam między dwójką chłopaków,piłam gorącą herbatę i byłam przykryta nadal mi było zimno.Właśnie tego nienawidziłam w chorobie.Że nie ważne co robiłam i tak mi było zimno.Wtuliłam się w Niall'a co go trochę zdziwiło ale przyciągnął mnie bliżej do siebie.
-Tylko nie mów mi że jesteś chora-powiedział zmartwionym głosem
-Chyba tak-odpowiedziałam cicho-W każdym razie jest mi cholernie zimno.
-Lou przynieś kołdrę z gościnnego-powiedział do bruneta,który od razu wstał i poszedł po nakrycie-Li zadzwonisz do lekarza ?
-Żadnych lekarzy-powiedziałam szybko-Sama się wyleczę-dodałam
-Zadzwonimy po lekarza,Luna-powiedział twardo blondyn-Harry idź po coś na zbicie gorączki.
-Czuje się jak mała dziewczynka-powiedziałam niezadowolona-Po co podnosisz taki alarm ?
-Bo wszyscy chcemy żebyś wyzdrowiała-uśmiechnął się do mnie-Nie darowałbym sobie gdybyś musiała jechać do szpitala.
-Fajnie-mruknęłam
Louis przyniósł mi kołdrę i mnie nią przykrył,zaraz dostałam tabletki od loczka a Liam oznajmił że lekarz jest już w drodze.Nie lubię lekarzy.Nie lubię leków i nie lubię jak ktoś koło mnie chodzi.Wyleczyłam się z dwóch przeziębień sama z tego też bym dała radę.
Kiedy przyszła kolejna fala gorączki w moich oczach zebrały się łzy.Nie,nie,nie,nie.Przecież ja nie płaczę!Jednak nic nie mogłam zrobić i pozwoliłam im spływać po policzkach.Otarłam policzki,który i tak zaraz były mokre i zakopałam się mocniej w pościeli.Żegnaj świecie,idę spać.

Kiedy przyjechał doktor starałam się udawać że smacznie śpię ale chłopcy nie dawali za wygraną i w końcu otworzyłam oczy.Lekarz bez zbędnych ceregieli wyprosił wszystkich z pokoju i kazał mi zdjąć bluzę i bluzkę do badania.Nie musiałam długo czekać na diagnozę.Jak zawsze była to angina a dodatkowo podobnież doszła do tego jakaś pierwsza faza grypy.Czyli podsumowując tydzień leżenia w łóżku,ćpania leków i zero życia.Tak normalnie kocham moje życie.
Kiedy Niall grzecznie odprowadzał lekarza do drzwi udało mi się umknąć do pokoju.Opatuliłam się szczelnie kołdrą i kocem i spróbowałam zasnąć.Jednak nawet tego nie mogłam zrobić bo ktoś zapukał do moich drzwi.No ludzie !
-Proszę !-powiedziałam
Do pokoju wszedł Niall z herbatą a zaraz za nim Louis.Czy oni na prawdę nie mają co robić ?
-Idziemy z chłopakami do klubu-Tak!Tak!Tak!-Lou zgodził się z tobą zostać.-poinformował mnie łagodnie
-Jak chcesz możesz z nimi iść-zwróciłam się do bruneta-Nie mam pięciu lat żeby się mną zajmować.
-A jak dostaniesz gorączki i zemdlejesz ?-zaoponował Niall
-Nie ma szans-zaśmiałam się-Dam radę sama
-I tak zostanę-wzruszył ramionami Louis
-Nie musisz-zaoponowałam
-Ale chcę-spojrzał mi w oczy
I już wiedziałam że nie mam szans.Nie miałam pojęcia czy to wina gorączki czy może tego co kiedyś do niego czułam ale patrząc w te niebieskie tęczówki mogłam zrobić wszystko.


---------------------------------
od autorki:dzisiaj taki krótki post ale następny będzie dłużysz...przynajmniej tak mi się wydaje bo mam napisany tylko w połowie..xd czekam na wasze komentarze !

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się z potwornym bólem głowy,zatkanym nosem i drapiącym gardłem.Przetarłam twarz dłońmi i powoli wstałam z łóżka.Jeżeli urządzą jeszcze jedną imprezę,zabije ich.I tu już wcale nie chodziło o niespodzianki.Szurając nogami zeszłam powoli na dół i odnalazłam kuchnie.
Przy stole siedział Niall i Louis.Blondyn pochłaniał kanapki a brunet leżał na stole a w ręce trzymał butelkę wody.
-Coś czuje że nie tylko ja mam kaca-powiedziałam ze śmiechem-Dostanę jakieś śniadanie ?-zwróciłam się do Horan'a a Tomlinsonowi zabrałam butelkę
-To ty wczoraj piłaś ?-spytał zaskoczony blondyn
-Tak trochę-wzruszyłam ramionami i wypiłam połowę zawartości butelki
Usiadłam przy stole i zwinęłam jedną kanapkę mojemu kuzynowi.Potem spojrzałam na Lou i miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-On w ogóle żyje ?-zapytałam rozbawiona i dźgnęłam go palcem
-Ciszej..-wyburczał Louis-Ja tu umieram.
-A myśłam że po prostu leżysz na stole-zaśmiałam się-Macie coś na ból głowy ?
Po chwili dostałam talerz kanapek i trzy tabletki.Kiedy połykałam ostatnią do kuchni wszedł Harry i klapnął obok mnie.Widziałam po jego minie że wczoraj nieźle wypił.
-Wyglądasz jakbyś miał zaraz zwymiotować-skomentowałam ze śmiechem
-To wszystko twoja wina-powiedział zmarnowanym głosem
-Moja ? Błagam cię,Styles,nie kazałam ci tyle pić-odpowiedziałam ironicznie
-Ale to były twoje urodziny
-Ale to ty nie umiesz pić-zmierzyłam go wzrokiem
-Możecie być ciszej-mruknął Louis-Głowa mi zaraz pęknie.
-Dajcie mu wody z lodem i cytryną-powiedziałam obojętnie
-Po co ?
-Na kaca-zaśmiałam się z ich min-Byłam w tym roku na ośmiu imprezach.Próbowałam wszystkiego.-wzruszyłam ramionami
Zgarnęłam mój talerz z kanapkami i pognałam na górę.Mam siedemnaście lat a uczę dorosłych facetów jak się pozbyć kaca.Odstawiłam moje śniadanie na biurko i rozsunęłam obie walizki.
A tak swoją drogą wybrali mi całkiem ładną sypialnie.Ściany miały ciemny odcień fioletu,podłoga była wyłożona ciemnymi panelami tylko sufit był jasny.Całość dopełniały śliczne drewniane meble i ogromne łóżko.W pokoju prócz drzwi wejściowych były jeszcze dwie pary.Jedne prowadziły na balkon a drugie,chyba do łazienki.To wszystko wydawało się za bardzo idealne.
Wyszukałam w walizce moje ukochane ciemne rurki,podkoszulek z jakimś krzywym napisem i świeżą bieliznę.Szybko potwierdziłam swoje przypuszczenia i znalazłam się w swojej prywatnej łazience.Rozłożyłam na blacie swoje rzeczy i szybko,zdejmując z siebie wczorajsze ciuchy wskoczyłam pod prysznic.
Stałam pod ciepłymi strumieniami dobre pół godzinny.Kochałam patrzeć jak spływa ze mnie woda wraz ze wszystkimi zmartwieniami.Czułam się wtedy taka lekka.
Kiedy znudziło mnie obserwowanie strumienia wody umyłam włosy a potem całe ciało i wyszłam z kabiny.Żeby nie zmarznąć,szybko się wytarłam i ubrałam.
-No to pora na makijaż,skarbie-powiedziałam do siebie i wysypałam kosmetyki
Pokryłam twarz cienką warstwą podkładu,pomalowałam rzęsy,powieki i nałożyłam puder.Nadal nie mogłam ogarnąć sensu nakładania kilogramowej tapety,skoro to i tak nie pomaga a wygląda się jeszcze gorzej.Zostawiając po sobie nie mały bałagan,wróciłam do pokoju i otworzyłam balkon.Niestety jak na moje szczęście przypadło pogoda nie nadawała się do siedzenia na dworze.Więc siadłam na łóżku i zaczęłam czytać książkę.

~&~
Piłem chyba już trzecią szklankę wody z lodem i cytryną i o dziwno to na prawdę pomagało.No może do tego dołączył się lodowaty prysznic ale jednak.
Teraz ubrany w ciemne spodnie i podkoszulek w paski zmierzałem do pokoju Luny aby jej podziękować i oddać "naprawiony" telefon.Zapukałem lekko do drzwi i czekałem na magiczne "proszę".Kiedy jednak go nie usłyszałem lekko uchyliłam drzwi.To co zobaczyłem wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy.Luna spała z książką na brzuchu.Wyglądała tak niewinnie a jej włosy były rozsypane na wszystkie strony.
Podszedłem do niej po cichu i przykryłem ją kocem,leżącym w nogach łóżka i przy okazji odłożyłem jej książkę na szafkę nocną.Kiedy szedłem zamknąć balkon zauważyłem że nawet nie tknęła kanapek ze śniadania....

----------------------------------------------

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3

Cała impreza była na prawdę spoko.Rozmawiałam z ludźmi,których nigdy nie widziałam na oczy i z każdym musiałam wypić chociaż jedno piwo,czego nie powinnam robić,ale kto mi zabroni ?
Kiedy myślałam że ludzie zaczynają się wykruszać do salonu wjechał tort,na prawdę duży tort.Niall kazał mi zdmuchnąć świeczki,a potem sam zaczął kroić ciasto.
Zgarniając po drodze w połowie opróżnioną butelkę szampana wyszłam do ogrodu.Nie miałam ochoty objadać się słodkościami o tej godzinie a tu przynajmniej nikogo nie było.Pierwszy raz od kilku godzin mogłam pobyć na prawdę sama.
Siadłam przy ognisku,które chłopacy rozpalili niedługo po moim przyjeździe i upiłam łyk szampana.
Uśmiechnęłam się sama do siebie,przypominając sobie majówkę.Mimo że ta impreza nie miała nic wspólnego z tamtą coś podsuwało mi wspomnienia z tamtego tygodnia.Trudno żeby nie wróciły skoro byłam wtedy szczęśliwa,no nie ?
Wytarłam spływająca łzę i owinęłam się szczelniej bluzą.
-Sto lat,Lady-powiedziałam do siebie i przechyliłam butelkę
No i znów objawia mi się syndrom wariatki.Od jakiegoś roku potrafię komentować to co robię.Nie raz stawałam przed lustrem i mówiłam na głos swoje myśli.Pokręciłam z rozbawieniem głową.
Czułam się trochę źle z tym wszystkim.Nie ukrywam zabawa była przednia ale jednak on tak bardzo się starał a ja wcześniej wydarłam się na niego za to że zgodził się żebym tu przyjechała.Wiem że pewnie go trochę to zabolało ale jak widać szybko się pozbierał.Ale zawsze żyliśmy w innej rzeczywistości i mimo to że dogadywaliśmy się jak mało kto,byliśmy od siebie zupełnie różni.
Starałam się zrozumieć że przez ostatnie trzy lata się o mnie martwił ale nie trudno było nauczyć się ignorować jego gadki o tym co może się ze mną stać jak się nie zmienię.
Ale przecież dla niego wszystko było teraz takie proste.Miał pieniądze,ogromny dom i czterech kumpli,którzy mu mnie zastąpili.Nie,nie byłam zazdrosna o to że spełnił marzenia,na co ja nie miałam odwagi.Chodziło mi tylko o to że słuchał tylko tego co mówi moja matka a nigdy nie chciał wysłuchać mnie.

~&~

Musiałem się ulotnić.Miałem już dość tego harmidru i zapachu papierosów.Zagarniając po drodze swoją bluzę udałem się w stronę ogrodu.Wszyscy byli zajęci odbieraniem od Niall'a tortu.No prawie wszyscy.Harry drzemał na kanapie,jakaś dziewczyna biegła właśnie do łazienki,Periee i Zayn zniknęli godzinę temu i Luna też gdzieś wyparowała.
Wziąłem jeszcze swoją porcję tortu i wyszedłem na taras,skąd zobaczyłem Lunę,wpatrującą się w ogień.Wyglądała...magicznie.
-Chcesz trochę ?-zapytałem,powodując że się odwróciła
-Nie dzięki-uśmiechnęła się lekko
-Mogę się przysiąść ?-spytałem z uśmiechem
-Jak chcesz-wzruszyła ramionami i wróciła do obserwowania ognia
Usiadłem obok niej,odłożyłem tort na kolana i zarzuciłem dziewczynie bluzę na ramiona.Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Chłodno jest-wyjaśniłem z uśmiechem
-Dzięki-uśmiechnęła się-Chcesz ?-podała mi butelkę szampana
-Sto lat,Lu-powiedziałem,biorąc ją od niej-Chyba nikt ci nie złożył jeszcze życzeń,nie ?
-Przyzwyczaiłam się-powiedziała smutno-Chyba jednak skuszę się na ten tort-wypaliła,zmieniając temat
-A proszę bardzo-podałem jej talerzyk
-Ale jesz ze mną.-trąciła mnie ramieniem
Podałem jej plastikowy widelczyk a ona się tylko zaśmiała i podniosła kawałek do ust.Ugryzła kawałek,brudząc się przy tym lukrem.
-Tak lepiej smakuje-powiedziała z uśmiechem-Teraz twoja kolej,Loui-oddała mi talerzyk
Ta sytuacja i to jak mnie nazwała przypomniało mi jak tuż przed finałem X-Factor'a siedzieliśmy w szóstkę przed telewizorem i zajadaliśmy ciasto,które upiekła mama Horan'a.Nie mogłem przęłknąć ani kawałka wtedy Luna wzięła mój kawałek....

-Loui masz to zjeść-powiedziała z uśmiechem dwunastolatka
-Nie mogę-odparłem ze słabym uśmiechem
Wtedy brunetka wzięła kawałek do ręki i usiadła na mnie.
-A teraz otwórz buzie-powiedziała ze śmiechem
Kiedy tego nie zrobiłem rozsmarowała mi całe kawałek na twarzy.
-Patrzcie !-krzyknęła ze śmiechem-Ciastowy potwór !
Wszyscy jak na zawołanie wybuchli śmiechem a ja czułem że się czerwienię. 

Brunetka jakby czytając mi w myślach zgarnęła trochę kremu na palce i rozsmarowała mi na policzku.
-Ciastowy potwór powrócił !-krzyknęła,wybuchając śmiechem
Dołączyłem do nie i nim się obejrzeliśmy byliśmy cali umorusani w torcie.Dziewczyna spojrzała na mnie i z uśmiechem stwierdziła :
-A to był taki dobry tort
-Niestety przyszedł ciastowy potwór i rozsmarował nam go po twarzach,-odparłem ze śmiechem
-I tej wersji się trzymajmy.
Brunetka usiadła we wcześniejszej pozycji i położyła głowę na moim ramieniu.
-Nie widziałam ciastowego potwora przez prawie cztery lata-powiedziała z lekkim smutkiem w głosie
-Widać nie było na tyle dobrego ciasta-objąłem ją ramieniem
I wtedy znów poczułem się jakbym miał dziewiętnaście lat.To dziwne jak siedem lat różnicy traciło znaczenie kiedy spędzaliśmy czas razem.Co prawda zazwyczaj po prostu zachowywaliśmy się jak dzieci ale ta więź,która nas połączyła była niezwykła.
-Tęskniłam za naszymi wygłupami,Loui-wyszeptała brunetka
-Ja też,Lu-uśmiechnąłem się
-Ale nie tylko za smarowaniem się ciastem po twarzach-czułem rozbawienie w jej głosie-Ale za wszystkim.I mimo że miałam wtedy tylko dwanaście lat,zachowywałam się jak rozwydrzony bachor to i tak bym do tego wróciła.

~&~

Znów czułam się jak dwunastolatka,siedząc z nim przy tym ognisku,cała w cieście i pijąc szampana.Na prawdę tęskniłam za tamtymi czasami i naszymi rozmowami do późna.Chciałabym się znów znaleźć w tamtej rzeczywistości i cieszyć się tym co mam.
-Dosłownie wszystkim-odpowiedział z uśmiechem-No może po za fryzurom jaką miałem.
-Ta fryzura była boska!-oburzyłam się-Miałeś taką świetną grzyweczkę.
-A ty dwa warkoczyki-skomentował ze śmiechem
Uśmiechnęłam się i naciągnęłam bardziej jego bluzę.Jak boga kocham-będę jutro umierać z katarem!Louis przyciągnął mnie bliżej siebie i znów poczułam to dziwne i cudowne poczucie bezpieczeństwa.
-Zaśpiewaj mi coś-powiedziałam nagle-Tak jak kiedyś.
-Zgoda-wiedziałam że się uśmiecha-Ale co ? 
-Cokolwiek-wzruszyłam ramionami
You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.


------------------------------------------------

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 2

Spojrzałem kątem oka na siedzącą obok mnie Lunę.Patrzyła z irytacjom na swój telefon i któryś raz z kolei zaczęła go wyklinać.Kiedy trzasnęła telefonem o swoją nogę i przeklęła pod nosem zaśmiałem się cicho.
-Czego rżysz ?-zapytała,a jej głos był wypełniony jadem-Cholerstwo się popsuło i nie ma z czego się śmiać bo go potrzebuje !-krzyknęła i spojrzała ze złością na telefon
Pokręciłem tylko głową i znów skupiłem się na drodze.Żyjąc z moją siostrą nauczyłem się że lepiej je zostawiać kiedy są wkurzone bo można usłyszeć dużo nieprzyjemnych słów.
Zajechałem pod dom i zgasiłem silnik.Wyglądało na to że wszyscy się już zjechali i impreza się zaczęła.
-Czy mój kuzynek urządził mi imprezę niespodziankę,wiedząc że nie lubię niespodzianek ?-zapytała z ironią
-Tak-spojrzałem na nią i wysiadłem z samochodu-I radzę przynajmniej udawać zachwyconą bo biedaczek się napracował.
-Świetnie-mruknęła zirytowana i do mnie dołączyła

~&~

Super.Nie dość że mój cholerny telefon się popsuł,byłam zmęczona to jeszcze ten kretyn urządził dla mnie imprezę.Ruszyłam wściekła za Louis'em i już układałam w głowie plan jak umiejętnie się zmyć.To było dosyć proste,patrząc na ilość samochodów,stojących pod domem.
Dobra może trochę się cieszyłam że Niall zadał sobie tyle trudu żeby to przygotować,mimo że nie widział mnie trzy lata i wiedział że się zmieniłam.
Weszłam do domu i poczłapałam do pomieszczenia skąd dochodziła muzyka.Kiedy blondyn tylko mnie dostrzegł,podbiegł do mnie i przytulił a reszta krzyknęła "niespodzianka".Przewróciłam oczami i odepchnęłam od siebie Horana.
Kiedy miałam na niego nawrzeszczeć po pomieszczeniu rozległa się znajoma piosenka a ja zauważyłam mój ukochany zespół z mikrofonami.Dobra to teraz mu się udało.Rzuciłam mu się na szyje jak mała dziewczynka i zaczęłam piszczeć.
-Dziękuję!Dziękuję!Dziękuję!
Zachowywałam się jak te wszystkie napalone nastolatki ale miałam to w nosie.No błagam właśnie słyszałam swoje idolki na żywo !
Oh, and my heart won't beat again
If I can't feel him in my veins
No need to question, I already know
Odkleiłam się od blondyna i zaczęłam śpiewać z dziewczynami.
-It's in his DNA
D-D-D-DNA
It's in his DNA
And he just takes my breath away............


--------------------------------------------------


poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 1

Przewróciłam oczami słysząc jak mama po raz setny mówi że będzie tęsknić.Nie rozumiałam po co mnie w takim razie tam wysyła.Gdybym została w domu ona nie musiałaby tęsknić a ja w spokoju mogłabym spotykać się ze znajomymi i udawać że wszystko jest dobrze.Ale przecież moi rodzice,jak zawsze,wiedzą lepiej.Wysyłają mnie do mojego drogiego kuzyna z nadzieją że wrócę dawna ja.Że będę udawać że nic się nie zmieniło przez te dwa lata i wcale nie zraniło mnie to że się rozwiedli,że Niall wybrał sławę i że ludzie odchodzą.
Po raz ostatni powtórzyłam że nie chce wcale tam lecieć i ruszyłam w stronę bramek,wiedząc że już nie ma odwrotu.Po kupieniu picia i gum do żucia,przejściu kolejnych bramek i znalezieniu odpowiedniego wyjścia,usiadłam na jednym z niewielu wolnych,niewygodnych krzeseł i wygrzebałam w torbie mój telefon i słuchawki.Na ekranie migały jakieś nieodebrane połączenia i wiadomości ale je zignorowałam i puściłam moja ukochana playlistę.Potrzebowałam chociaż chwile spokoju i miałam nadzieje że mój ukochany telefon da mi szanse na przespanie całego lotu i się nie rozładuje,jak to miał zazwyczaj w zwyczaju kiedy go tak bardzo potrzebowałam.Magda mi tysiąc razy powtarzała że powinnam zainwestować w mp3-ke ale jakoś tak nigdy nie czułam potrzeby posiadania dodatkowego odtwarzacza.

~&~

-Zayn zapytałeś Perrie ?-spytał roztargniony Niall
Od tygodnia o niczym innym nie mówił tylko o przyjeździe swojej kuzynki z Polski.Wymyślił dla niej imprezę urodzinowo-powitalną i jak zawsze ochoczo mu pomagaliśmy.Bo czego nie robi się dla przyjaciół ?
Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem Lunę.Po części nie rozumiałem Niall'a,czemu tak właściwie praktycznie zerwał kontakt z nią,pamiętam jak bardzo zżyci z sobą byli w X-Factorze.
-Powiedziała że postarają się przyjechać-odpowiedział mulat,wpatrując się w telefon
-Lou pojedziesz po nią,prawda ?-skierował się do mnie z uśmiechem
-Jasne-wzruszyłem ramionami
-Harry nie odpieprzysz niczego ?-spojrzał surowo na loczka
-Przeżywasz jakby miała tu przyjechać królowa a nie Luna-powiedział ze śmiechem-Ale jak tak bardzo ci zależy będę się trzymał z daleka od alkoholu.
-Dzięki,Li..-zaczął ale tamten mu przerwał
-Pokój jest gotowy,goście zaproszeni i przekąski zamówione.Uspokój się stary.
-To dobrze-blondyn klapnął obok mnie na kanapę
-Horan wszystko będzie dobrze-zapewniłem przyjaciela


---------------------------------------------

Prolog

Długie,ciemne włosy,czarne oczy i malinowe usta.Metr siedemdziesiąt wzrostu,blada cera i skomplikowany charakter.Tak przedstawiała się dziewczyna w której zakochałem się do szaleństwa.Zawróciła mi w głowie nawet nie zdając sobie z tego sprawy.To trochę dziwne uczucie kiedy cały świat streszcza się w jednej osobie ale mimo to nigdy nie chciałem żeby to się zmieniło.

~&~


Niezbyt normalny i strasznie kochany.Duże niebieskie oczy i czarujący uśmiech.To chyba niezbyt właściwe że go kocham ale nie umiem przestać.Zawładnął moim serce tak jak nikomu to się nie udało.Znalazł taki punkt którego nikt nie odkrył.A teraz jest moim całym światem.Moim szczęściem i smutkiem.Jest wszystkim czego kiedykolwiek potrzebowałam.

~&~