wtorek, 21 października 2014

Epilog

O, raz w swoim życiu znajdujesz kogoś
Kto zmienia twój świat dookoła
Podnosi cię kiedy upadasz
Tak, nic nie może zmienić tego, ile dla mnie znaczysz
O, dużo mógłbym powiedzieć
Ale teraz mnie przytul
Ponieważ nasza miłość oświetli drogę
 
 Twoje piękno to rzecz, która Cię zdradza,
Twój uśmiech wyjawia twoje sekrety,
Ponieważ jesteś stworzona z siły i litości
i moja dusza jest twoją do uratowania.
Wiem, że to jest prawdziwe,
Gdy mój świat był mroczny i smutny,
Wiedziałem, że jedyną osobą, która mnie uratuje, jesteś ty.
 
------------------------------------------------------------------------------------------------
od autorki: dum dum...macie tu takie piękne podsumowanie...xd są to fragmenty tłumaczenia dwóch różnych piosenek..xd nie miałam pomysłu na epilog..niedługo zaczniemy drugą część..xd
 

środa, 15 października 2014

Rozdział 24

Kocham czekoladę.
I ten psychopata,Niall to dobrze wie.Inaczej nie kupiłby czterech rodzajów czekolady i nie położył na widoku.
Spojrzałam z niesmakiem na zjedzoną do połowy tabliczkę i westchnęłam głośno.Uwierzcie,czekolada też się może znudzić.Wróciłam do pisania notatki w pamiętniku.
...Generalnie Louis się na mnie obraził i unikał mnie skutecznie cały dzień.W końcu miałam dość i zgarniając zakupy,czyt.słodycze,zamknęłam się w pokoju.Chce mnie unikać,proszę bardzo.
No dobra wcale mi się to nie podoba...Takie dni jak ten pokazują tylko jak bardzo go potrzebuje...
Zatrzasnęłam zeszyt i rzuciłam go na poduszkę obok.Spojrzałam na mój telefon i miałam ochotę znów nim rzucić,w cokolwiek.Rozumiecie że po tym jak przeżył zderzenie z podłogą nie chce się włączyć ? W sumie i tak przeszedł ze mną tyle że mu się nie dziwie.Każdy inny telefon pewnie by przestał działać po szóstym upadku a ten przeżył ich chyba ze sto,kiedyś musiał się popsuć.
Spojrzałam na zegarek i jęknęłam.Było po dwudziestej trzeciej a ja jak na złość nie miałam ochoty iść spać.To znaczy miałam ale ciągle przed oczami pojawiały mi się sceny z mojej ostatniej kłótni z rodzicami co powodowało że chciało mi się płakać.

Zebrałam się w końcu w sobie i tak po prostu przemknęłam do drugiej sypialni po lewej.Lou już smacznie spał,znaczy tak mi się wydaje bo leżał do mnie plecami.Wypychając z głowy słowa Magdy wśliznęłam się na wolne miejsce i też odwróciłam się do niego plecami.Sam fakt że czułam zapach znajomych perfum działał na mnie kojąco.
Uśmiechnęłam się pod nosem,czując jak Louis się do mnie przysuwa i obejmuje w pasie.To dziwne jak przy jednym człowieku można czuć się bezpiecznie.
-Dobranoc-wyszeptałam,odwracając się do niego przodem
-Dobranoc-odpowiedział i pocałował mnie w czubek głowy

Kiedy się obudziłam Lou siedział z laptopem na kolanach i z poważną miną wpatrywał się w ekran.
-Dzień dobry-powiedziałam,siadając i rozciągając się-Co się stało ?-zapytałam,kiedy nie uzykałam odpowiedź
Znów mi odpowiedziała cisza.Położyłam się tak że moja głowa leżała na jego ramieniu i zaczęłam czytać.To co go tak zaaferowało okazało się beznadziejnymi tweetami Directioner na temat naszego związku.Zamknęłam klapę laptopa i odłożyłam go na ziemię.
-Co powiesz na spacer ?-zapytałam z uśmiechem
-Nie przejmujesz się tym ?
-Mam się przejmować tym że ktoś mi zazdrości ?-uniosłam jedną brew do góry-Loui nie ma czym się przejmować.-pocałowałam go w policzek-Na prawdę możesz być o to spokojny.
-Idziemy na ten spacer ?-zapytał,zmieniając temat
-Odechciało mi się-położyłam się,poprawiając kołdrę-Wolę zostać w łóżku.
-W łóżku,powiadasz ?-uniósł jedną brew do góry i się uśmiechnął
-Mhm-pokiwałam głową-A ty zostaniesz tu ze mną.
-Tak ?-pochylił się nade mną
-Mhm-uśmiechnęłam się i go pocałowałam
Takie poranki mogłyby trwać do końca życia.Ale oczywiście jak na złość ktoś nam musiał przerwać,a mianowicie...do pokoju wpadł Zayn z głupkowatym uśmieszkiem.
-Dzień dobry gołąbeczki.
-Co ?-zapytałam zirytowana
-Jedziecie z nami na plaże?
-Ja nie mam ochoty.

Po długiej "kłótni" w końcu zostaliśmy z Lou sami w domu.Leżeliśmy na kanapie kiedy usłyszałam otwierane drzwi a potem głos Niall'a i cioci.No tak,zapomniałam że dzisiaj przyjeżdża.Jęknęłam cicho i wtuliłam się w Lou.
-Nie pozwól mi wstać,błagam-wyszeptałam na co chłopak się zaśmiał
-Gdzie ona jest?-usłyszałam zmartwiony głos cioci
-Powiedz  że jej tu nie ma-wyszeptałam rozpaczliwie
Prawda była taka że kiedy tylko pojawiała się ciocia Maura zaraz znajdowałam się w centrum uwagi,czego nienawidziłam.Przebywanie z tą kobietom w jednym pomieszczeniu wiązało się z ciągłym opowiadaniem historii życia i odpowiadaniem na pytanie czy jestem głodna.Od dziecka zawsze tak było.I jestem pewna że Niall ma to właśnie po niej.
-Chodzi tu do mnie,skarbeńku.
Z niechęcią wstałam z kanapy i podeszłam do cioci,pozwalając żeby mnie przytuliła.Jak Boga kocham,ona zaraz mi połamie żebra!
-Jak się czujesz ?-zapytała,odsuwając mnie od siebie
-Bywało lepiej,ale jest okej.-odpowiedziałam,uśmiechając się słabo
-Ależ schudłaś.Przywiozłam trochę domowego jedzonka bo pewnie odżywiacie się samymi fastfood'ami
-Zaskoczę panią-u mojego boku pojawił się Louis-Luna jest mistrzynią w gotowaniu.
-Raczej pieczeniu naleśników-zaśmiałam się-A Loui jest mistrzem w przeszkadzaniu mi w tym.
-Ale nie na samych naleśnikach człowiek żyje-oznajmił Niall
-Nie narzekaj bo moje naleśniki na pewno są lepsze od twoich kanapek.-widziałam po minie cioci że nie jest przekonana co do naszego odżywiania-My z Lou wybieramy się na spacer.
-Tak?-zapytał zaskoczony
-Tak-pociągnęłam go za rękę-Wrócimy wieczorem !


-----------------------------------------------
od autorki:Hej ! hmm..nie jestem z tego dumna..ale jak widać nie da się ciągnąć jednej części w nieskończoność...tak więc to ostatni rozdział części 1..pojawi się jeszcze Epilog i zaczniemy 2 część...:D i znów zadam pytanie : 2część mam pisać tutaj czy założyć nowego bloga ? 



piątek, 26 września 2014

Rozdział 23

-Niall,do jasnej cholery,nie mam dwóch lat!-wrzasnęłam na blondyna,który próbował mi wmówić że nie powinnam iść sama na spacer
Ten człowiek mnie co raz bardziej zaczyna irytować.Rozumiałam jego troskę i tak dalej ale bez przesady!Przecież nie wpadnę pod samochód przy pierwszej lepszej okazji !Chociaż w tym momencie wydaje się to kuszącą opcją.Wszystko byleby nie musieć słuchać narzekań mojego kuzyna.
-Weź ze sobą Lou-powiedział stanowczo
-Przypominam ci że pojechał do siebie spakować rzeczy do Polski-zmierzyłam go wzrokiem-Liam poszedł na randkę,Harry pojechał do rodziców..-zaczęłam wyliczać na palcach-A Zayn...-o żesz ty...
-Zayn !-wrzasnął Horan
Och,zastanawiacie się pewnie czemu to mój blond kuzyn nie może ze mną wyjść ? Otóż już zakładał buty kiedy uzmysłowił sobie że umówił się na randkę.
-Nienawidzę jak mnie tak traktujesz-mruknęłam i ruszyłam w kierunku swojego pokoju-I pozdrów swoją dziewczynę-dodałam z ironicznym uśmieszkiem

Jakąś godzinę później,kiedy usłyszałam jak Niall wychodzi,wiedziałam że zapowiada się bardzo ciekawy wieczór.Czujecie tą ironie ? Nie trudno się domyślić że moje plany na wieczór ograniczały się do siedzenia na kanapie i kłócenia się z Malikiem o to co będziemy oglądać.Pod tym jednym względem na prawdę nie potrafiliśmy się dogadać dlatego zazwyczaj nie mieliśmy nic do gadania kiedy oglądaliśmy w szóstkę film.
Kiedy zeszłam na dół zastałam Zayn'a z piwem w ręku.Spojrzałam na ekran telewizora i pokręciłam rozbawiona głową,widzą jakiś głupi mecz.Typowy facet.
Przekalkulowałam wszystkie za i przeciw i podjęłam decyzje.I tak wyglądało na to że zostaliśmy sami w domu.
Przeskoczyłam przez oparcie kanapy i wyrwałam mu butelkę z ręki.Zaskoczony spojrzał na mnie a ja przechyliłam piwo i pociągnęłam dużego łyka.Tak jak mnie uczyli na imprezach.
-Nie pozwalasz sobie za dużo ?-zapytał,unosząc jedną brew do góry
-Daj spokój-mruknęłam-Oboje wiemy że nie jestem święta i potrafię pić.
-Czyli teraz zapijesz swoje smutki a potem zgonisz na mnie ?
-Nie bo ty też zapijesz swoje smutki-zmrużyłam oczy-A wtedy Niall znajdzie nas zalanych w trupa i będzie się darł jak opętany.
-Lubisz go wkurzać,no nie ?-zapytał rozbawiony
-Nie zauważyłeś jeszcze że teraz mamy takie hobby ? On wkurza mnie a ja jego-wzruszyłam ramionami-Flaszka czy wino ?-zapytałam,podchodząc do barku
Nie komentujcie,po prostu czasami trzeba sobie radzić.A ja w tym momencie musiałam chociaż na moment zapomnieć o otaczającym mnie świecie i tym co się wydarzyło.A Zayn wydawał się idealnym kompanem do picia.Zwłaszcza że widziałam że coś go gryzie.

Dwie godziny później byliśmy już na prawdę nieźle pijani.Siedzieliśmy w ciszy i oglądaliśmy...właściwie nie wiem co to było bo straciłam wątek.
-Co cię gryzie,Malik ?-zapytałam,patrząc na niego
-Pokłóciłem się z Perrie-wzruszył ramionami i przechylił kieliszek
-Chwila-czkawka-zacytuje ci mojego psychologa-czkawka-kłótnie to nic niezwyk-czkawka-ego i życie nie byłoby życiem bez nich.
-Zabawnie to zabrzmiało z tą czkawką-roześmiał się a ja zaraz po nim

~&~

Kiedy wszedłem do domu usłyszałem tylko dźwięk telewizora.Jak zwykle to co miało mi zająć godzinę zajęło cztery bo nie mogłem znaleźć połowy rzeczy.W ostateczności wywaliłem wszystko na podłogę i spakowałem to co wydawało mi się na miejscu.
Odłożyłem torbę,zdjąłem buty i ruszyłem w stronę salonu,mając zamiar przyłączyć się do oglądającego ale kiedy przekroczyłem próg pokoju,stanąłem jak wryty.Na kanapie spali,wtuleni w siebie,Zayn i Lunę a przed nimi stało kilka pustych butelek.Pierwsze odczucie ? Ukłucie zazdrości w sercu.Luna od dwóch dni skutecznie unikała wszystkich.Nie rozumiałem jej postępowania ale uszanowałem jej decyzję.A teraz tak po prostu patrzyłem jak śpi przytulona do mojego najlepszego przyjaciela.Nie zrozumcie mnie źle.Ufałem i Lunie i Zayn'owi ale chyba każdy poczułby by się zazdrosny na moim miejscu.


-------------------------------------
od autorki:przepraszam że tak przeskakuje czasowo ale czasami po prostu tak mi lepiej rozmieścić w czasie niektóre wydarzenia...i uwaga odpowiem na pewne pytanie..więc dałam ten rozdział do przeczytania koleżance która zaraz po jego skończeniu zadała pytanie czy między Roksan i Zayn'em coś będzie ? Otóż nie...to będzie po prostu czysta przyjaźń...a teraz wypijmy po kubku herbaty za mój zdrowy rozsądek..xd

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 22 cz 2

-Niall co się stało ?-zapytałem zdezorientowany,patrząć jak podchodzi do brunetki i bierze ją na ręce
-Rodzice Luny...-zaciął się na chwilę-Zginęli w wypadku.
Stanąłem jak wryty a brunetka zaniosła się kolejnym szlochem.
-Musisz mi pomóc,Tomo-powiedział twardo Horan
Oprzytomniałem dopiero wtedy kiedy usłyszałem jak Roksan zaciąga się głośno powietrzem.Co spowodowało że w mojej głowie pojawił się strach że nie może oddychać.
-Co mam zrobić ?-zapytałem natychmiast.
-W łazience,w trzeciej szufladzie po lewej są proszki na uspokojenie-poinstruował-Przynieś je do pokoju Lu.-dodał,kierując się w stronę schodów

Trzy minuty później stałem w progu pokoju brunetki i patrzyłem jak Niall próbuje ją uspokoić.Szybko podałem mu tabletki i butelkę wody.Wysypał dwie na swoją dłoń i podał roztrzęsionej dziewczynie.Luna spojrzała na niego z wdzięcznością i szybko połknęła tabletki popijając je wodą. Nie rozumiałem za bardzo co się dzieje.Przyjęła leki tak jakby robiła to już tysiące razy i dokładnie wiedziała na co są.Ale słysząc jej wracający powoli do normalności oddech nie zastanawiałem się nad tym...no błagam ta dziewczyna właśnie straciła rodziców?!

~&~
Kiedy się obudziłam leżałam przytulona do Louis'a.Nawet nie pamiętałam kiedy się koło mnie położył ale byłam mu wdzięczna że mnie nie zostawił.Ostatnie co pamiętałam to zmartwiony wzrok Niall'a kiedy głaskał mnie po włosach,próbując uspokoić.
Wyswobodziłam się delikatnie z uścisku Lou i ruszyłam w stronę balkonu,czując potrzebę świeżego powietrza.Czułam się dosyć...dziwnie.Z jednej strony straciłam rodziców czym byłam załamana ale z drugiej...czułam się...szczęśliwa.Miałam przy sobie Louis'a,którego kochałam całym sercem,Niall'a,który zawsze był dla mnie jak brat i..no cała resztę.I właśnie dla nich postanowiłam więcej nie płakać.Tak jak pół roku zrobiłam to dla rodziców.
Oparłam się o zimną barkierkę,mocno ją ściskając palcami i zaciągnęłam się świeżym powietrzem.Problem polegał na tym że nie potrafiłam zamknąć w sobie wszystkich uczuć nie ważne jak bardzo bym się starała.Od kiedy wróciłam do...dawnej siebie to nie było już takie proste.Wiedziałam że Horan po tym co naopowiadała mu moja matka będzie bał się że dostanę ostrej depresji.Chyba to tłumaczył w nocy Louis'owi.Wiecie..samobójstwa,ćpanie i takie tam.Ale po co to wszystko skoro mam przy sobie takiego chłopaka jak Tomlinson i kuzyna jak Horan  ? Przy nich nie da się popaść w depresje,nie ważne jak się chce.
Z rozmyślań wyrwał mnie zapach znajomych perfum a zaraz potem poczułam jak Lou obejmuje mnie w pasie i kładzie głowę na moim ramieniu.
-O czym myślisz ?-zapytał a ja słyszałam w jego głosie nutę troski
-O wszystkim-odpowiedziałam ogólnikowo
Chciał coś powiedzieć ale w końcu zrezygnował na co spojrzałam na niego kątem oka.
-Co się stało ?-zapytałam,przekładając dłonie z barierki na jego własne
-Niall wczoraj powiedział że miałaś...
-Depresje,tak ? -przewróciłam oczami-Dla nich zawsze się wszystko wiąże z depresją.Miałam po prostu małe załamanie nerwowe.I nie chciałam się zabić.Po prostu mama weszła w złym momencie do łazienki i źle zinterpretowała sytuacje.
-A teraz..myślałaś o tym żeby..-wiedziałam że mu to nie przejdzie przez gardło
-Może trochę-poczułam jak bardziej przyciąga nie do siebie-Ale i tak wiem że mam dla kogo żyć więc to by było bezsensu.-rozluźniłam jego uścisk i obróciłam się do niego przodem-Kiedy budzisz się obok osoby którą kochasz mimo tego jak wszystko jest beznadziejne samobójstwo nie wchodzi w grę.-powiedziałam,cały czas patrząc mu w oczy
-Czemu mówisz o tym tak spokojnie ?
-Gdybyś co drugi dzień wałkował ten sam temat z psychologiem też byś tak miał-uśmiechnęłam się blado do niego
Odwzajemnił uśmiech i przytulił mnie do siebie jakbym miała zaraz stąd uciec.Ale w sumie nie przeszkadzało mi to,wręcz przeciwnie,chciałam żeby mnie nie puszczał do końca świata.
-Loui...-zaczęłam cicho-Polecisz ze mną do Polski ? Wiem że Niall i ciocia Maura też mają lecieć ale chcę żebyś tam był.

-----------------------------------------------------
od autorki:dobra możecie powiedzieć że oszalałam a ja przyznam wam rację...ale...rozdział mi się średnio podoba ale nie o tym dzisiaj chciałam...xd
1.właśnie mam zamiar zacząć tłumaczyć opowiadanie(FanFiction o Louisie) jestem w trakcie ogarniania 1 rozdziału-prologu czy jak to nazwać + dostałam już pozwolenie od autorki więc jest dobrze..xd
2.mam pomysł na inne opowiadanie ale o tym zdradzę wam później bo musze dopracować kilka rzeczy
3.to opowiadanie...nie martwcie się...będzie trwało w najlepsze..mam już wszystko opracowane następne rozdziały są w trakcie względnego tworzenia.
4.oczywiście zaczynają mi się już testy i tym podobne więc prawdopodobnie mogą zdarzać się opóźnienia ale módlmy się żeby ich nie było..
5.Napiszcie mi czy chcecie abym drugą część zamieszczała na tym blogu czy stworzyła oddzielnego...
No to chyba tyle :D

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 22 cz1

Ty i ja a wokół nie ma nic
Roztapiamy się w sobie
I między snami, a realnością
Nic nie liczy się poza miłością
Uśmiechnęłam się z wyższością,stwierdzając że wygrałam.Właśnie graliśmy w karty z racji kompletnego braku zajęcia(bo spać nam się oczywiście nie chciało,mimo późnej pory).
-Mako-powiedziałam,kładąc kartę i cały czas patrząc Lou w oczy
-Nie wydaje mi się-powiedział z szerokim uśmiechem
Spojrzałam na kartę,którą położył i jęknęłam,widząc Jokera.Zaczęłam z niechęcią dobierać karty.
-Oszukujesz,Tomlinson-powiedziałam zirytowana
-Gdzież bym śmiał-uśmiechnął się promiennie,ukazując rząd śnieżnobiałych zębów
-Poddaje się-mruknęłam,rzucając karty,wcześniej sprawdzając ich stan-Albo oszukujesz albo opuściło mnie szczęście.-dodałam,opadając na poduszkę-Patrząc jednak na fakt że przyjaźnisz się z tymi idiotami,wśród których jest mój kuzyn,wnioskuję że jednak oszukujesz.
Louis nachylił się nade mną rozbawiony.
-Czyżbyś była zła ?-zapytał,udając powagę
-Gdzież bym śmiała-powtórzyłam jego słowa,powstrzymując śmiech
Louis zaśmiał się i pochylił się jeszcze bardziej,składając na moich ustach delikatny pocałunek.Zamknęłam oczy i oddałam się chwili przyjemności a kiedy brunet się odsunął uśmiechnęłam się lekko.To zadziwiające jak szybko nasze pocałunki stały się dla mnie czymś normalnym.
-Zjadłabym coś-powiedziałam nagle,a widząc minę Louis'a wybuchłam głośnym śmiechem-Nie patrz tak na mnie.
-Jesteś niemożliwa-skomentował ze śmiechem
-Mówisz mi to po raz...-udawałam że liczę-Sama nie wiem który.
-Bo to prawda-uśmiechnął się do mnie
-Nie jestem sama-cmoknęłam go w policzek-Idę zrobić sobie omleta.-oznajmiłam,wstając z łóżka-Też chcesz ?

Kilka minut później przeszukiwałam szafki w poszukiwaniu jakiś dodatków do omleta a Louis kroił owoce,co powodowało u mnie salwy śmiechu.Uwierzcie kiedy ktoś kroi truskawki tak nieporadnie pozostaje się tylko śmiać.W końcu nie wytrzymałam i przejęłam od niego nóż.
-Czego konkretnie mam szukać ?-zapytał,wpatrując się w otwartą szafkę
-Czekolady,sosu do lodów ? Czegokolwiek żeby tylko można to dać na wierzch-odpowiedziałam,wzruszając ramionami-No chyba że wolisz puste wtedy nie będzie problemu
-Może być sos karmelowy ?-zapytał,wyciągając tubkę z półki
-Jasne-uśmiechnęłam się-Sprawdź jeszcze czy jest bita śmietana.-spojrzał na mnie dziwnie-No co ? Lubię niezdrowe i kaloryczne jedzenie w nocy.
-Ja nic nie mówię-odparł odbronnie
Wrzuciłam pokrojone truskawki i banany do niewielkiej miseczki i dodałam resztę składników.
Kiedy pierwszy omlet był już gotowy a drugi spokojnie się smażył na patelni,poczułam wibrowanie telefonu w tylnej kieszeni spodenek.Wyjęłam go i spojrzałam na ekran gdzie migało "Mama".To był znak że to coś ważnego,moja mama nigdy nie dzwoni o 1 w nocy bez powodu.
-Błagam,pilnuj żeby się nie spalił-powiedziałam do Louis'a,kierują się do wyjścia z kuchni
Kiedy znalazłam się w salonie,oparłam się o ścianę i przesunęłam palcem po telefonie.
-Słucham ?-powiedziałam,przykładając telefon do ucha
Nie wiem czemu zawsze zaczynałam rozmowę z mamą,tą późną,od tego słowa ale przyzwyczaiłam się że po prostu ma do mnie jakieś pretesje.
-Czy Rosalie Wiśniewska to pani matka ?-usłyszałam obcy głos
-Tak-odparłam zaskoczona-Co się stało ?
-Mówi oficer Kowalski policji w Warszawie.-moje serce zaczęło bić jak oszalałe-Z przykrością muszę panią powiadomić iż pani rodzice zginęli w wypadku samochodowym...-telefon wysunął mi się z dłoni i upadł z hukiem na ziemię.
To niemożliwe.Przecież jeszcze dzisiaj rozmawiałam z mamą przez telefon.To niemożliwe.Czułam wzbierającą we mnie panikę i atak duszności wraz ze łzami.Osunęłam się po ścianie i zaczęłam głośno krzyczeć.

~&~
Wyjmowałem właśnie naleśnika z patelni kiedy usłyszałem huk a potem głośny krzyk Luny.Bez zastanowienia odstawiłem patelnie i ruszyłem szybkim krokiem w stronę salonu.Brunetka siedziała na podłodze i zanosiła się właśnie kolejnym szlochem,prubując przy okazji złapać oddech.
Spojrzałem na jej telefon na leżący na podłodze a potem na dziewczynę i domyśliłem się że to musi mieć związek z rozmową którą przed chwilą odbyła.
Brawo,Loui.Jesteś geniuszem !-powiedział ironicznie mój wewnętrzny głos
-Lu co się stało ?-zapytałem zmartwiony,kucając obok niej
Spojrzała na mnie wystraszonymi oczami i znów zaczęła krzyczeć.
-Oni...-zaczęła,zanosząc się szlochem
Po chwili w salonie pojawił się blady jak ściana Niall.
----------------------------------------------------------------------
od autorki:och...dwa rozdziały jednego dnia...jak ja kocham takie chwile...chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw ale...cóż lubię wprowadzać trochę dramatyzmu a wydawało mi się że tak trochę mają za łatwo w życiu...wiem,wiem...pewnie się zastanawiasz po co od razu uśmiercać rodziców Roks ? ach...by siedziałam tak wpatrując się w plan 2 części i było coś..hmm...zbyt łatwo i sielankowo...więc musiałam zmienić kilka szczegółów...pomysł z wypadkiem przyszedł sam z siebie i...no wprowadziłam go w życie...liczę że jednak wam się spodobał ten rozdział i mogę już zdradzić że w następnym będzie trochę zawirowania w akcji co spowoduje że ta część opowiadania się trochę wydłuży..xd dobra..koniec tego bo mogę się rozpisać i zdradzić za dużo...dobranoc !



Rozdział 21

Usiadłam na zimnych płytkach balkonu i wyjęłam paczkę papierosów z kieszeni.Wysunęłam jedną fajkę i zaczęłam ją obracać między palcami.Z jednej strony chciałam chociaż na chwilę zabić strach,czający się wewnątrz mnie a z drugiej obiecałam Lou że więcej nie będę paliła.Nie lubiłam łamać obietnic,mimo że był okres kiedy robiłam to nagminnie.
W końcu jednak przegrałam walkę ze swoją przyzwoitością i odpaliłam papierosa,wsadzając go wcześniej do ust.Kiedy poczułam jak dym rozchodzi się po moich płucach wszystkie myśli odeszły.A zwłaszcza ten cholerny strach przed zbliżającym się nieubłaganie końcem wakacji.Strach przed straceniem tej bajki w której teraz żyłam.
-Obiecałaś że nie będziesz palić-usłyszałam cichy głos Louis'a
Uśmiechnęłam się do niego smutno i wróciłam do obserwowania zachodu słońca.Widziałam kątem oka jak siada obok mnie.
Zgasiłam niedopałek w czymś co przypominało popielniczkę,a co zwinęłam z pokoju Zayn'a i schowałam dłonie pomiędzy kolana.
-Boję się,Loui-wyznałam cicho
Brunet bez słowa się do mnie przysunął i mocno przytulił.I chyba tego mi było trzeba,ciepła drugiej osoby i tego cholernego poczucia bezpieczeństwa.

Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie dosyć długo.Żadne z nas się nie odzywało ale czasami cisza była lepsza od słów.Kiedy zrobiło się całkowicie ciemno a z nieba zaczął padać chłodny deszcz weszliśmy do pokoju.
Szybko wsunęłam się pod ciepłą kołdrę i spojrzałam na bruneta,kierującego się w stronę drzwi.
-Loui..-zaczęłam niepewnie-Śpij dzisiaj tutaj-dodałam kiedy spojrzał na mnie pytająco
-Jasne-uśmiechnął się do mnie szeroko-Tylko się przebiorę.-dodał
-Okej-zaśmiałam i położyłam wygodnie na łóżku
Nie wiem czemu ale nie chciałam spać sama.Było mi tak dziwnie smutno,kiedy siedziałam sama w pokoju.A po za tym chciałam spędzić z Louis'em jak najwięcej czasu,w końcu niedługo zostaną mi tylko wspomnienia.
Z rozmyślań wyrwało mnie bzyczenie telefonu.Sięgnęłam po niego i uśmiechnęłam się,widząc zdjęcie mojej przyjaciółki.Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha.
-Jesteś sławna,skarbie!-usłyszałam krzyk na powitanie-Nie wierzę że moja przyjaciółka wywołała taką wojnę w internacie.
-Magda uspokój się!-krzyknęłam na nią ze śmiechem-Jaką znowu wojnę ?
-Jesteście na każdym portalu plotkarskim i każdy pisze co raz to inne rzeczy.Poczekaj,zacytuje ci-słyszałam jak się gdzieś przemieszcza-Cholera-mruknęła,a ja po prostu wiedziałam że się o coś potknęła
-Powinnaś tam posprzątać-skomentowałam ze śmiechem
-Może kiedyś.Uwaga,czytam-wzięła głęboki oddech-Ostatnio jest głośno o nowej parze wśród członków One Direction.Fanki zespołu mają przeróżne wersje od nośnie związku Roksany Wiśniewskiej(16lat) i Louis'a Tomlinsona(23lata).Mi jednak postanowiliśmy zasięgnąć informacji w odpowiednich źródłach i oto czego się dowiedzieliśmy:wyżej wspomniana dziewczyna jest kuzynką Niall'a Horana i z tego co się dowiedzieliśmy przyleciała do Londynu na wakacje.Nie znamy dokładnej historii związku ale oglądając zdjęcia możemy się stwierdzić że są na prawdę szczęśliwi.Zastanawia nas tylko jedno-jakim cudem tak spora różnica wieku im nie przeszkadza...-słyszałam jak coś kilka-Dalej są wasze zdjęcia.To jeden z tych lepszych artykułów.
-Fajnie mają-usłyszałam otwierane drzwi-Czy wśród fanek już zostałam dziwką czy jeszcze?-spojrzałam na Louis'a i poklepałam miejsce obok siebie-Byłam trochę odizolowana od rzeczywistości.
-I tak i nie-zaśmiała się-Ale komentarze pod waszym zdjęciem są na prawdę zabawne.
-Nie wątpię-pokręciłam rozbawiona głową-Wyślij mi linki do artykułów na Facebook'u.Z chęcią poczytam jak ludziom się nudzi.
-Słyszałam że miałaś małe spotkanie z Maksem ?-musiała poruszyć ten temat
-I jak zawsze było miło-powiedziałam ironicznie-Idiota mało nie złamał Louis'owi nosa.
-Czyli mogę zacząć mu niszczyć reputacje ?-zapytała uradowana
-Jeszcze pytasz-zaśmiałam się-Liczę że nie będzie miał życia kiedy wróci.
-Nasze zdjęcia na pewno to załatwią.
-Na pewno-uśmiechnęłam się,czując przyjemne dreszcze kiedy Louis pocałował mnie w policzek-Muszę kończyć.
-Na razie gwiazdo !
-Ciota-skomentowałam ze śmiechem
-Też cię kocham-powiedziała i się rozłączyła
Ta dziewczyna się nigdy nie zmieni,jestem tego w 100% pewna.Odłożyłam telefon na szafkę nocą i odwróciłam się do Lou.
-O czym rozmawiałyście ?-zapytał ciekawy
-O tym że jesteśmy parą wakacji-odpowiedziałam rozbawiona-I że Larry Shippers szaleją.
-Przepraszam-powiedział smutno
Pokręciłam głową.
-Nie masz za co-uśmiechnęłam się do niego-Mnie to osobiście bawi.Jak każdy człowiek,który wypowiada się na mój temat nic o mnie nie wiedząc.-wzruszyłam ramionami


-----------------------------------------------
od autorki:ufff...w końcu się udało..xd przepraszam za wszelkie błędy ale dopiero ogarniam o co chodzi w moim nowym laptopie..xd podkreśla mi na czerwono wszystko co mu się podoba więc tak...xd rozdział miał być w piątek ale miałam wyjazd integracyjny ze szkoły i byłam tak wykończona że nie miałam siły na nic..xd mam nadzieję że wam się podoba bo sama osobiście jestem mało zadowolona ale zmieniałam go trzy razy więc stwierdziłam że w końcu go dodam..xd A teraz lecę odrabiać lekcje ! bay :*

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 20 cz 2

*Trzy dni później*


-Czy ty widzisz jaka jest pogoda ?!-ze snu wyrwał mnie krzyk Niall'a
-Przesadzasz !-usłyszałam głos Harry'ego
-Nie mam zamiaru być chory,pajacu !
Przetarłam twarz i opatulona kocem powoli wstałam z łóżka.Odnalazłam mój telefon i ruszyłam w stronę drzwi.
-Oni sobie żartują ?-mruknęłam,patrząc na zegarek,który wskazywał drugą nad ranem.
Powariowali albo..nie,nie ma innej opcji.Powariowali i tyle.
Powoli zeszłam po schodach,uważając żeby nie potknąć się czasem o własne nogi.Uwierzcie to możliwe.Stanęłam w progu salonu i przyjrzałam się całej piątce.Louis i Zayn siedzieli rozbawieni na kanapie,Niall i Harry wrzeszczeli na siebie jak opętani a Liam próbował ich uciszyć.
-Możecie być ciszej ?-mruknęłam,opierając się o framugę-Niektórzy próbują spać.
Wszyscy jak na zawołanie spojrzeli na mnie a ja tylko pokręciłam rozbawiona głową i podeszłam do kanapy.
-Następnym razem jak mnie obudzicie utopię was w łyżce wody-powiedziała jeszcze zaspanym głosem,przytulając się do Louis'a,który objął mnie ramieniem-A teraz łaskawie usiądźcie na tyłkach i dojdźcie do porozumiewania normalnym tonem-zmierzyłam ich wzrokiem-Chyba że chcecie zginąć.
Wtuliłam się w bruneta i zamknęłam oczy.Wsłuchiwałam się w ciągłą kłótnie Horana ze Stylesem i co raz bardziej miałam ich dość.
-Nie możecie oboje wskoczyć do tego basenu ?-mruknęłam,nie otwierając oczu-Wtedy oboje będziecie chorzy i oboje będziecie mieć problem.-spojrzałam na nich,otwierając oczy-To się nazywa kompromis.
-Ale...-zaczął Niall
-Nie ważne-wzruszyłam ramionami i wstałam z kanapy-Jeszcze raz mnie obudźcie a was zamorduje.

Wróciłam do pokoju i położyłam się pod cieplutką satynową pościelą.Usłyszałam plusk wody na zewnątrz co oznaczało że ci idioci wskoczyli do basenu.Oni na prawdę powinni się leczyć.Wtuliłam się w poduszkę i nim się obejrzałam znalazłam się w objęciach Morfeusza.

Tym razem ze snu obudził mnie dzwonek mojego telefonu.Mruknęłam niezadowolona i nakryłam głowę poduszką.Ludzie chyba obrali sobie dzisiaj za cel budzenie mnie.Wymacałam ręką dzwoniące urządzenie i spojrzałam na ekran gdzie migało "mama".Odebrałam połączenie i z niechęcią przyłożyłam telefon do ucha.
-Halo?-mruknęłam,podnosząc się do pozycji siedzącej
-Obudziłam cię ?
-Tak
-Zdajesz sobie sprawę która jest godzina ?-zapytała roześmiana
-Co za różnica ? Może mam depresyjny dzień?-powiedziałam obojętnie,opadając na poduszkę
Już tłumaczę...depresyjny dzień to po prostu taki dzień kiedy jedyne na co masz ochotę to sen.Chcesz siedzieć sam i najlepiej płakać albo spać.Zazwyczaj w takie dni po prostu leże w łóżku i rozwodzę nad tym jaki to ten dzień jest bezsensowny.Moja mama oczywiście wiedziała o wszystkim i od roku reagowała tak samo.
-Wiesz co powinnaś zrobić-powiedziała poważnie
-Nie będę tego brała bo i tak mi nie pomaga-odpowiedziałam znudzona-I nie,nie chce silniejszych.Mamo ja nie mam depresji tylko po prostu gorszy dzień.
-Ale lekarz powiedział...
-Lekarz jest idiotą z wyższym wykształceniem-zaśmiałam się-Mamo muszę kończyć.Pogadamy jutro-powiedziałam szybko i się rozłączyłam
Denerwowały mnie tego typu rozmowy.Ja utrzymywałam że mam tylko gorszy dzień,ona że lekarz powiedział że za każdym razem gdy mam ochotę umrzeć(chyba sobie żarty stroi,życie jest za piękne) powinnam brać tabletki na depresje a na końcu ja połykałam to świństwo,szłam do szkoły,pyskowała każdemu i wzywali mamę bo zachowuję się karygodnie.I chyba mieli rację,bo potrafiłam zwyzywać nauczyciela bo tek kazał mi skupić się na lekcji.
Wyciszyłam telefon i położyłam go na szafce nocnej.Spojrzałam na drzwi od łazienki i uśmiechnęłam się pod nosem.Prysznic.To było to czego potrzebowałam.
Nim się obejrzałam znalazłam się w kabinie pod ciepłymi kroplami wody.....

------------------------------------------------
od autorki:zakończyłabym to "ciąg dalszy nastąpi" ale sama nienawidzę tych słów więc nie będę ich używać...hmm...nie jestem z siebie dumna jeżeli chodzi o ten rozdział..męczyłam go tydzień a mimo to i tak nie jest perfekcyjny...xd ale cóż się dziwić ? szkoła nas nie rozpieszcza...rozszerzona matma ściga mnie pracami domowymi a nawiedzony człowiek zwany moim bratem utrudnia mi życie...no i jak tu pisać ? Ale obiecuję poprawę...właśnie dokładnie planuje następne rozdziały i biorę się za poprawianie planu drugiej części...do zobaczenia za tydzień ! <3

wtorek, 2 września 2014

Rozdział 20 cz1

Miłość jest jak płomień.Też się kiedyś wypala.Jednak prawdziwa miłość jest jak słońce-trwa wiecznie.


-Niall puść mnie !-wrzasnęłam,próbując się wyrwać 
-Jak sobie życzysz-powiedział ze śmiechem i wrzucił mnie do basenu
-Nie żyjesz!-wrzasnęłam kiedy się wynurzyłam
-Nic mi nie zrobisz-pokazał mi język i wskoczył do wody
-Się przekonamy-mruknęłam i przytrzymałam jego głowę pod wodą
Bawiliśmy się tak dobre dwie godziny aż do momentu kiedy wrócili rodzice.

Mruknęłam niezadowolona,czując chłodny powiew powietrza.Zamrugałam kilka razy powiekami i ciaśniej opatuliłam się kocem.Rozejrzałam się po samochodzie.Pheobe i Daisy smacznie spały z tyłu a na miejscu kierowcy brakowało Louis'a.Rozejrzałam się dookoła i uświadomiłam sobie że stoimy na jakieś stacji benzynowej.Właśnie byliśmy w drodze do Doncaster,żeby odwieźć bliźniaczki i żeby Louis mógł się zobaczyć z rodziną.Wiedziałam jak bardzo musi za nimi tęsknić.
Wysiadłam po cichu z samochodu i się rozciągnęłam.Nienawidzę długich podróży.Wszystko człowieka boli i mimo snu jest się wykończonym.Oparłam się o samochód i zajęłam wdychaniem świeżego powietrza.To relaksuje,mówię wam.Nim się obejrzałam przed mną stał Louis z kawą w dłoni.
-Obudziłem cię ?-zapytał z uśmiechem
-Wina mojego czujnika-odwzajemniłam uśmiech-Mogę łyka ?-zapytałam,wskazując na kubek
-Jasne.
Wzięłam w obie dłonie ciepły kubek i ostrożnie napiłam się,dosłownie,łyczka kawy.Z krzywą miną oddałam kubek brunetowi.
-To jest ohydne-powiedziałam zniesmaczona
-Zdarza się-wzruszył ramionami
-Taaak-zaśmiałam się-Idę kupić coś do jedzenia.
-Pomyślałem o tym-pokazał małą siteczkę
-Myślisz o wszystkim?
-Ostatnio tylko o tobie.-uśmiechnął się szeroko a ja dostrzegłam w jego oczach szczęście i miłość

Uśmiech jest prawdziwy kiedy uśmiechają się też oczy.

Zaśmiałam się cicho i mocno do niego przytuliłam.Nie wiem czemu ale ten banalny tekst mi się spodobał.Chyba jednak jestem nieuleczalną romantyczką.Położył siatkę i kubek na dachu samochodu i przygarnął mnie jeszcze mocniej do siebie.Ludzie mają rację że najpiękniejsze ciepło to to od drugiego człowieka.Podniosłam głowę żeby móc spojrzeć w te cudowne niebieskie tęczówki.
-Obiecasz że nigdy mnie nie zapomnisz ?-zapytałam z nikłym uśmiechem
Nie odpowiedział tylko mnie całował.Ale dla mnie ten pocałunek oznaczył odpowiedź twierdzącą i znaczył więcej niż tysiąc słów.Bo słowa są puste to czyny mają znaczenie.

-------------------------
od autorki:bam bam bam...w końcu jest ! wybaczcie że nie dodałam wcześniej ale wiecie,urwanie głowy z rozpoczęciem roku,jeszcze urodziny przyjaciółki...masakra..xd Nie mam najgorszego planu więc postaram się dodawać regularnie rozdziały...będą one dzielone na część z racji generalnego nie ogarniania ale na pewno nie zrezygnuję z bloga <3 Czekam na wasze komentarze ! Kiss ! :D

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 19

-Lu wstawaj !-usłyszałam krzyk,któreś z dziewczynek a zaraz potem poczułam jak ktoś zaczyna skakać po łóżku
-Jeszcze moment-powiedziałam,naciągając wyżej kołdrę
-Idziemy na plażę !-poczułam na sobie ciężar czyjegoś ciała
-Lou zrobił śniadanie!-i kolejna osoba wylądowała na mnie
-Lou zrobił śniadanie ?-zapytałam zdziwiona
Daisy i Pheobe pokiwały główkami z szerokimi uśmiechami.Ile ja bym oddała żeby te dwie radosne istotki były moimi siostrami.Życie jedynaczki jest...trudne.
-W takim razie chyba musimy na nie zejść-powiedziałam ze śmiechem

I tak kilka minut później weszłam do kuchni z bliźniaczkami po obu moich stronach.Opowiadały o czymś żwawo,poprawiając się na zmianę.Próbowałam zrozumieć o co właściwie chodzi ale w ciągu minuty zmieniały wersję z dziesięć razy więc to nie było za łatwe.
-No i wtedy Louis..-zaczęła Daisy ale przerwał jej brat
-Czasami mam wrażenie że próbujecie zagadać ludzi-zwrócił się do bliźniaczek
-Opowiadałyśmy jej co odwaliłeś...-zaczęła Pheobe
-W zeszłe święta-dokończyła Daisy
A więc o to chodziło z tymi całymi ciastami,wygłupami i co tam jeszcze wyłapałam z tej szalonej historii.
-Wszystko co mówiły to nie prawda-powiedział Louis,czerwieniąc się lekko
Zaśmiałam się cicho i do niego podeszłam.Cmoknęłam go w policzek za co obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Kiedy pójdziemy na plaże ?-zapytała radośnie Pheobe
-Kiedy zjecie śniadanie-odpowiedział Louis równie radośnie
Bliźniaczki szybko zabrały się za jedzenie co spotkało się z naszym śmiechem.Usiedliśmy przy stole i z uśmiechem spojrzałam na kolorowe kanapki.Wyjrzałam przez okno i uśmiechnęłam się pod nosem.Pogoda była cudowna a morze wyjątkowo spokojne.Modliłam się w duchu żeby tylko wieczorem nie było burzy.Z doświadczenia wiedziałam że zazwyczaj tak się dzieje.
Przypomniało mi się jak kiedyś z rodzicami i Niall'em pojechaliśmy nad morze.Byliśmy jeszcze wtedy dziećmi i kompletnie nic nie miało znaczenia...
-O czym myślisz ?-usłyszałam głos Louis'a
-O niczym ważnym-uśmiechnęłam się do niego
Nie lubiłam wspomnień.Niektóre za bardzo bolały.Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-Gdzie bliźniaczki ?-zapytałam,nie widząc Daisy i Pheobe
-Poszły się przebrać-odpowiedział,uśmiechając się-Czemu nie zjadłaś ?-zapytał,patrząc na mój talerz,na którym wciąż leżała nietknięta kanapka
-Nie jestem głodna-wzruszyłam ramionami
-Luna..-zaczął ale mu przerwałam
-Zjem coś później,obiecuję-powiedziałam,wstając od stołu-Idę się przebrać.
-Poczekaj-złapał mnie za rękę-Co się stało ?
-Po prostu..-Boże ratuj !-Sobie o czymś przypomniałam-uśmiechnęłam się
-Wiesz że możesz mi o wszystkim powiedzieć,prawda ?-zapytał,przyciągając mnie do siebie
-Wiem.-przytuliłam się do niego-Kocham cię.-wyszeptałam cicho
-Ja ciebie też.-nie musiałam podnosić głowy,żeby wiedzieć że się uśmiecha-A teraz chodźmy na górę bo tam jest podejrzanie cicho.
Zaśmiałam się,odsuwając od niego żeby zaraz,trzymając go za rękę,pójść na górę.Siostry siedziały na łóżku i dyskutowały co będą robić najpierw.Podziwiam je za tak ogromną energię.Louis został z nimi,próbując wybić im pomysł zakopania go w piasku a ja poszłam do swojej sypialni żeby się przebrać.

Po dziesięciu minutach miałam na sobie krótkie spodenki,górę od kostiumu i na to prześwitująca bluzkę,którą wybrała mi Perrie.Włosy zostawiłam rozpuszczone i biorąc aparat,wyszłam z pokoju.Kiedy wyszłam na taras uśmiechnęłam się szeroko,widząc bruneta,próbującego uspokoić swoje siostry,które śmiały się w najlepsze.
Podniosłam aparat i zrobiłam im zdjęcie.To wyglądało przekomicznie.Pheobe wdrapała mu się na plecy a Daisy uczepiła się jego ręki i w sumie nie miałam pojęcia co chciała zrobić.
-Pomożesz mi ?!-zawołał Louis ze śmiechem

Takim sposobem pół dnia spędziliśmy bawiąc się na plaży.Później poszliśmy na pizze a kiedy wróciliśmy była już prawie dwudziesta.Dziewczynki stwierdziły że są zmęczone i poszły spać.Podziwiałam je.Ja w ich wieku nadal nie umiałam zasnąć sama.Ale to wszystko było przez Horan'a,który opowiadał mi głupie bajki.
Z wcześniej zrobioną herbatą usiadłam na huśtawce,na tarasie i zaczęłam podziwiać zachód słońca.Po chwili dołączył do mnie Louis i objął mnie ramieniem.
-Niech one mi oddadzą mi trochę tej energii na wrzesień-powiedziałam ze śmiechem-Przynajmniej bym nie przysypiała na lekcjach.
-Myślałem że tylko mi się to zdarzało.
-Uwierz,gdybyś posłuchał pięć minut mojej fizyczki to odpłynąłbyś w długi sen zimowy-zapewniłam z szerokim uśmiechem


----------------------------------
od autorki:przepraszam za wszelkie błędy... :D chyba po raz pierwszy powiedzieli "kocham cię" na głos...nwm czemu tak długo im zeszło..xd jestem właśnie w trakcie planowania końcowych rozdziałów tej części i początkowych następnej..xd liczę że uda mi się rozplanować wszystko do niedzieli żebym spokojnie mogła prowadzić opowiadanie w roku szkolnym i nie przejmować się że coś pójdzie nie tak...do następnego ! <3

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 18

Wieczór to dziwne stworzenie.Za późno żeby posiedzieć na dworze ale za wcześnie żeby iść spać.Ja osobiście kocham wieczory.Kocham leżeć w łóżku i nic nie robić.Kocham te kilka chwil samotności.Ale teraz pokochałam wieczory na nowo.Wieczór nabrał nowego znaczenia podczas tych wakacji.Po raz pierwszy byłam w stu procentach pewna że moje życie może całkowicie inaczej wyglądać.
-Długo jeszcze ?-zapytałam zniecierpliwiona
Właśnie siedziałam w samochodzie Louis'a z zawiązanymi oczami,bo ubzdurał sobie że chce mi zrobić niespodziankę.Jak ja nie znoszę niespodzianek.
-Jeszcze dziesięć minut.
-Mówiłam ci że cię zamorduje ?-zapytałam,bawiąc się rąbkiem bluzki
-Ze cztery razy-odparł Louis rozbawiony
-Nienawidzę niespodzianek-powtórzyłam z uporem w głosie
-Ta ci się spodoba-słyszałam w jego głosie,że się uśmiecha
-Jeżeli jest to coś szalonego to możesz zawrócić-powiedziałam z uśmiechem
-To nie jest ani trochę szalone.-zapewnił
-Szalone jest to że pozwoliłam ci zawiązać mi oczy.-stwierdziłam

~&~

Cały zamysł był prosty,chociaż na planowanie poświęciłem pół nocy.Czasami coś pięknego wymaga czasu,prawda ? Jedyne czego się bałem to że Luna nie da się na to namówić.Rano zadzwoniłem tam gdzie trzeba,ubłagałem Zayn'a żeby razem z Perrie zabrali ją na zakupy a sam przekonywałem Niall'a do mojego pomysłu.Ten człowiek na prawdę ma problemy z opiekuńczością.
Skręciłem w jedną z bocznych uliczek i śmiało stwierdziłem że miłość spokojnie można nazwać szaleństwem.Bo chyba nie ma innej opcji jak tylko ta że zwariowałem na punkcie brunetki,siedzącej obok.Inaczej chyba by mnie tu nie było,prawda ?
-Czy twoje dziesięć minut zawsze trwa tyle czasu?-zapytała dziewczyna,poprawiając opaskę na oczach
-Na prawdę zaraz będziemy na miejscu-powiedziałem ze śmiechem,widząc przez drzewa mały domek

~&~

-Zaczekaj tutaj,okej?-zapytał,gasząc silnik
-Mhm-pokiwałam głową
Odczekałam chwilę po tym jak wysiadł z samochodu i zdjęłam opaskę.Przed mną ,właściwie to przed samochodem,stał uroczy drewniany domek oświetlony małymi lampkami.
-On sobie chyba żarty stroi-mruknęłam do siebie,wychodząc z samochodu.
Zaciągnęłam się świeżym powietrzem i uśmiechnęłam pod nosem.Byłam pewna na 99% że w pobliżu jest jezioro albo morze. Nie słyszałam szumu fal więc obstawiałam jezioro ale wszystko jest możliwe.
W momencie kiedy ruszyłam w stronę werandy,z domu wyszedł Louis,zgaduję,z jedną swoją siostrą na rękach a drugą uczepioną jego boku.
-Daisy,Pheobe poznajcie Lunę-powiedział brunet z uśmiechem
-Cześć!Jestem Pheobe!-podbiegła do mnie i się przytuliła-Jesteś nową dziewczyną,Louis'a ?
Jak ja kocham prostolinijność dzieci.Jest taka..prosta.
-Pheobe!-krzyknął na nią Louis
-Spokojnie-zaśmiałam się-Wszystko na to wskazuje że tak.-odpowiedziałam 

---------------------------------------
od autorki:nienawidzę ostatniego tygodnia wakacji,...całe to zamieszanie...ostatnie zakupy,spotkania ze znajomymi i jakieś imprezy...po prostu nie wierzę że te dwa miesiące mi tak zleciały..a na dodatek nie mogłam się skupić nad tym rozdziałem ale obiecuję że następny będzie,hmm,lepszy...xd  obmyśliłam za to już mniej więcej plan drugiej części i mam nadzieję że zdołam pogodzić opowiadanie ze szkołą..:) 

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 17 cz 2

Nie bardzo radziłam sobie z natłokiem uczuć,nawet jeżeli były one pozytywne.Kiedy następnego dnia obudziłam się przed wszystkimi,niewiele myśląc ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wyszłam z domu.Potrzebowałam świeżego powietrza i samotności.Kiedy dotarłam do parku z nieba zaczął powoli padać deszcz.Gdyby nie fakt że w mojej głowie zaczynały powoli biegać sobie najróżniejsze myśli,może bym się przejęła tym że zmoknę ale w tej chwili deszcz był tak potrzebnym otrzeźwieniem.Był przypomnieniem że to wszystko to nie jest cudowna bajka i kiedyś się skończy.W moim przypadku zostały jeszcze trzy tygodnie.Trzy tygodnie czegoś co mogłoby trwać wiecznie.

It's just not fair
Pain's more trouble than love is worth
I gasp for air
It feels so good, but you know it hurts 

Kiedyś się zgadzałam z tym że ból jest dużo straszniejszy niż to ile jest warte uczucie ale teraz byłam pewna że dla tego co mamy z Louis'em mogłabym cierpieć do końca życia,mimo że tak niesprawiedliwe ma się skończyć.

Somebody speak to me,
Cause I'm feeling like hell,

Z zamyślenia wyrwał mnie przeraźliwy dreszcz,spowodowany nagłym podmuchem wiatru.Musiało minąć trochę czasu bo na ulicach było co raz więcej ludzi a ja byłam całkowicie przemoczona.Deszcz z delikatnej mżawki przeszedł w ulewę i każda otaczająca mnie osoba miała parasol.Stwierdziłam że pora wrócić do domu.W głowie nadal miałam o tysiąc myśli za dużo ale za wszelką cenę starałam się je wyłączyć,powtarzając jak mantrę że muszę żyć tym co jest teraz.
Kiedy weszłam do domu spotkałam się z dzwonkiem własnego telefonu,dochodzącym z góry.Nie bardzo się tym aktualnie przejęłam bo przed mną stanął Louis,który od razu mnie przytulił a za nim pojawił się Niall ze złością wymalowaną na twarzy.No tak nie wspomniałam że wychodzę.
-Gdzie do jasnej cholery się podziewałaś?-zapytał Horan złowrogo
-Byłam w parku-odpowiedziałam,wciąż tkwiąc w ramionach Tommo
-Mogłaś wziąć telefon.
-Przypominam ci że nie mam pięciu lat-powiedziałam zirytowana-Musiałam pomyśleć-dodałam już obojętnie.
Miałam ochotę pójść na górę,przebrać się i wpisać znów coś w pamiętniku ale było mi tak przyjemnie ciepło kiedy Lou mnie przytulał,że na prawdę mogłabym tkwić w tym uścisku do końca życia.Spojrzałam wymownie na Horana,który tylko prychnął i się ulotnił.Och...czy nie może umówić się ze swoim dziewczyną ? 
-Nie znikaj tak-wyszeptał Louis
-Czasami samotność dobrze robi człowiekowi-odpowiedziałam z lekkim uśmiechem-I możecie spokojnie się przestać o mnie martwić bo jestem już duża.-dodałam-A teraz idę się przebrać.Widzimy się za godzinę.-odsunęłam się od niego i pobiegłam na górę.

---------------------------------------------
od autorki:Pierwsza w nocy a ja co robię ? Siedzę i pisze rozdział... he he...ale chyba to jeden z nielicznych,który mi się podoba bez zmian,.xd oczywiście krótki bo krótki ale zawsze coś :) Mam już mniej więcej plan co dalej będzie się działo ale cóż ...zostały trzy tygodnie i Roks wyjedzie..xd tak więc cóż...opowiadanie powoli dobiega końca :( ale mam do was pytanie które męczy mnie jakiś czas:
CHCECIE DRUGĄ CZĘŚĆ TEJ HISTORII ?
jeżeli tak piszcie w komentarzu..muszę mieć czas na ustalenie biegu wydarzeń a jak wiadomo już za tydzień kończą się wakacje,więc czasu będzie trochę mniej..xd

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 17 cz 1

Kochany pamiętniczku,
Już dawno się tak nie czułam.
Są takie chwile kiedy wszystko traci znaczenie.Kiedy cały świat streszcza się w jednej osobie i nic po za tym nie jest ważne.
Właśnie taką chwilą była wczorajsza kolacja.
Byliśmy w przepięknej i za razem uroczej restauracji.Rozmawialiśmy jak para zwykłych przyjaciół,mając przy tym kupę śmiechu.Potem poszliśmy do parku i wygłupialiśmy się,chodząc po ławkach,murkach...Ten wieczór był cudowny...i nadal to chyba do mnie nie dotarło że przypieczętowaliśmy go pocałunkiem.
Dzisiaj rano nasze zdjęcie było w większość gazet plotkarskich,na wszystkich stronach i nawet coś wspomnieli w niusach o gwiazdach.Nie rozumiem z czego oni robią takie wielkie halo ale po prostu to ignoruje.
Potem gotowaliśmy w szóstkę obiad.Nas nie powinno się wpuszczać do kuchni.
A za godzinę jedziemy na koncert Demi ! 
To takie piękne że aż niemożliwe...


~&~

Przeczytałem kolejny artykuł i miałem ochotę rzucić laptopem w ścianę.Czy tym ludziom na prawdę się nudzi ?  Jeżeli tak z chęcią znajdę im zajęcie.Chociażby posprzątanie naszej kuchni.
Zatrzasnąłem laptopa i zacząłem wpatrywać się w sufit,wracając do wczorajszego wieczoru.Zdecydowanie częściej powinniśmy chodzić na takie randki.Co z tego że polegają głównie na wygłupianiu się.Dzięki Lunie znów czuję się jak normalny człowiek a nie wielka gwiazda....

-Loui!Obudź się!-usłyszałem głos Luny jakby zza mgły
-Ale ja przecież nie śpię-wymamrotałem,przekręcając się na drugi bok
-Widzę właśnie-zaśmiała się-Ale chciałam ci powiedzieć,że za dziesięć minut wyjeżdżamy,więc jak nie chcesz zostać w domu to radze się pośpieszyć.
-Gdzie jedziemy?-zapytałem nie bardzo kontaktując
-Na koncert.Jadę spełnić marzenie jak nie chcesz przy tym być to dobranoc.-słyszałem rozbawienie w jej głosie
-Zaraz wstanę-wymamrotałem

~&~


-Nie wierzę że tu jestem-powiedziałam podekscytowana 
Staliśmy pod samą sceną i czekaliśmy na rozpoczęcie koncertu.Chłopaki całą drogę się ze mnie śmiali że cieszę się jak małe dziecko ale przecież to normalne,prawda ? No chyba że nie...no to mogę być nienormalna.Ważne że zaraz usłyszę głos swojej idolki.No dobra,poznałam ją już ale nadal to do mnie nie docierało.To było jak piękny sen z którego nie chciałam się budzić.
No bo czy to nie wydawało się bajką ? Bawiłam się na cudownym koncercie,obok mnie był mój chłopak,o boziuu jak to brzmi,i czwórka pajaców.Tak wymarzony wieczór.
-Następną piosenkę dedykuje pewnej dziewczynie,którą miałam okazję wczoraj poznać-spojrzała w moim kierunku-I jej chłopakowi.Liczę że was związek przetrwa jak najdłużej.
Po sali rozbrzmiała znajoma piosenka.
- When your soul finds the soul it was waiting for
When someone walks into your heart through an open door
When your hand finds the hand it was meant to hold
Don't let go....



--------------------------------------
od autorki:i znowu dziele rozdział na dwa...ale to wina tego że miałam małą wycieczkę i nie miałam czasu napisać...xd  jak myślicie do jakiego stopnie media utrudnią im życie ?
 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 16

-Chyba powinienem ci częściej robić takie niespodzianki-powiedział Louis,obejmując mnie w pasie
-Nawet się nie waż-powiedziałam ze śmiechem-Moje marzenia mają nimi zostać bo muszę mieć czym żyć-wzruszyłam ramionami
-Zawsze można żyć snami
-Ostatnio nie chciałabym nimi żyć.-spuściłam wzrok-A teraz pomóż mi zrobić te naleśniki.
-Muszą być naleśniki?-jęknął
-Gdybyście nie wyjedli połowy lodówki mogłabym zrobić coś innego-zaśmiałam się
-To..możemy pojechać na miasto-uśmiechnął się promiennie
-Przypominam ci że mamy gościa.A po za tym...
-Demi na pewno się nie obrazi a chłopakom zamówimy pizze.-wzruszył ramionami


Po długich namowach i małej wojnie na mąkę w końcu się zgodziłam.A teraz stałam przed najtrudniejszym wyborem na świecie,co na siebie włożyć ? Znaczy w sumie problem stanowiła bluzka.Miałam już na sobie czarne rurki i wygodne trampki.
-Myśl,Lu.Myśl-wyszeptałam,rozglądając się po pokoju
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i aż podskoczyłam.Na szczęście okazało się że to tylko Demi.
-Może ci pomóc ?-zapytała,siadając na łóżku
-Jasne-uśmiechnęłam się-Muszę szybko znaleźć bluzkę,która zakryje to-wskazałam tatuaż na obojczyku
-Czemu ?-zapytała,przyglądając się mu-Jest śliczny więc go pokaż.
-Ale...-zaczęłam ale mi przerwała
-Luna to tylko tatuaż-uśmiechnęła się-I jak każdy pewnie ma swoje znaczeni-pokiwałam głową-Nie ważne jak go zrobiłaś,bo zakładam że nie powiedziałaś mamie,ważne jest to co dla ciebie znaczy.Jak wspomnienie.
-Okej..-pokiwałam głową-I tak nadal nie mam bluzki.-powiedziałam bezradnie
Brunetka rozejrzała się dookoła.Podniosła kilka koszulek ale zaraz przerzuciła je na walizkę.W końcu podniosła jakąś i uśmiechnęła się zwycięsko.
-Idealna na randkę-powiedziała i podała mi materiał
Rozłożyłam ją i uśmiechnęłam się pod nosem.Była to czerwona,obcisła bluzka bez ramiączek.Nie widziałam jej na oczy ponad pół roku a strasznie ją uwielbiałam.Znalazłam jeszcze odpowiedni biustonosz i pognałam do łazienki.
Po przebraniu się stwierdziłam że wyglądam jak ktoś kto próbuje udawać dorosłego.Ale cóż..muszę się pogodzić z faktem że dorosłości mi jeszcze trochę brakuje.Wyszłam z pokoju i obróciłam się przed Demi.
-Jeszcze jeden drobiazg-powiedziała i do mnie podeszła-Trzeba się tego pozbyć-pokazała na bandaż
-Całkowicie o tym zapomniałam-pacnęłam się w czoło
-Co się stało ?-zapytała,mrużąc oczy
-Uderzyłam w ścianę-zaśmiałam się-Byłam wściekła że się zatrułam i próbowałam się wyżyć.
Odwinęłam bandaż i pokręciłam dłonią.Demi złapała ją i uważnie obejrzała mój nadgarstek.
-Nie tnę się,Dems-uspokoiłam ją-To nie dla mnie.
-Przepraszam-przytuliła mnie z uśmiechem-Wyglądasz ślicznie.
-Mam taką nadzieje-zaśmiałam się-Chyba się denerwuje.
-Przesadzasz
-Mam do tego skłonności-uśmiechnęłam się szeroko
-Okej,to możemy iść ?
-Jeszcze moment-odnalazłam mój ukochany sweterek-Teraz tak.
Zeszłyśmy pomału na dół i z uśmiechem stanęłyśmy w progu salonu.Cała piątka była pogrążona w jakieś dyskusji,którą przerwała Demi.
-Wiecie co,ja już muszę spadać-powiedziała,powodując że się na nas spojrzeli-Widzimy się na koncercie !
-Czekaj!-złapałam ją za rękę-Możemy zrobić sobie zdjęcie ? Zbieram na ścianę.
-Jasne
-Zayn na szafce stoi aparat-powiedziałam,patrząc na bruneta
Czułam na sobie spojrzenie Louis'a i Niall'a i na prawdę się powstrzymywałam od uraczenia ich "miłym" tekstem.Ustawiłyśmy się z Demi do zdjęcia i po chwili zostałyśmy oślepione lampą błyskową.
-Zrób sobie zdjęcie z chłopakiem-szepnęła mi do ucha
Zaśmiałam się pod nosem ale poczułam zaraz jak ktoś mnie obejmuje w pasie.
-Powinniście mnie uprzedzać o spiskach bo kiedyś umrę na zawał-powiedziałam ze śmiechem
-Ślicznie wyglądasz-pocałował mnie w policzek
-Się wie-zaśmiałam się-Malik robisz to zdjęcie ?
Po chwili znów po pokoju rozszedł się dźwięk robionego zdjęcia.
-To ja serio będę już lecieć-powiedziała Demi z uśmiechem-Jeszcze jedno.Lu którą piosenkę najbardziej lubisz ?
-Two Pieces-odpowiedziałam bez zastanowienia
-Okej.-cmoknęła mnie w policzek
-Poczekaj odwiozę cię-zadeklarował się Niall-Zayn pożyczysz mi samochód ?
-Jasne-odpowiedział mulat
-My też będziemy jechać bo nam restauracje pozamykają-powiedział Louis

Więc jakoś tak wyszło że dziesięć minut później z pod domu wyjeżdżały dwa samochody.Nie miałam pojęcia gdzie jedziemy i chyba to mnie tak denerwowało.Nie lubiłam niespodzianek i wszyscy o tym wiedzieli.Zaczęłam się koncentrować na wszystkim tylko żeby nie myśleć.Dopiero teraz zorientowałam się że Louis się przebrał.Miał na sobie ciemne rurki(zabawne),jakąś białą koszulę,która mi się podobała i kiedyś mu ją podwędzę i marynarkę.
Oderwałam wzrok od chłopaka i przerzuciłam na radio.Leciała akurat jedna z moich ulubionych piosenek,John Legend-All of me.Podkręciłam trochę głośność i się uśmiechnęłam.
-You’re my end and my beginning
Even when I lose I’m winning
‘Cause I give you all, of me
And you give me all, of you, all
-zanucił pod nosem Louis
-Znasz to ?-zapytałam,zerkając na niego
-Na pamięć-zaśmiał się-You’re my downfall, you’re my muse
My worst distraction, my rhythm and my blues
I can’t stop singing, it’s ringing, in my head for you

-Zorganizuj kiedyś solowy koncert.Będę pierwszą osobą,która kupi bilet.
-Jestem w zespole,to do czegoś zobowiązuje-powiedział z uśmiechem
-To zorganizuj taki koncert dla mnie-odwzajemniłam uśmiech-I nagraj płytę.Żebym miała czego słuchać kiedy będę siedziała sama w pokoju.
-Zawsze możesz do mnie zadzwonić.
-Telefony za granice kosztują-stwierdziłam smutno-Ale zawsze mamy skype'a.W końcu mi się na coś przyda.
-Hej,mamy jeszcze cały miesiąc-powiedział,wjeżdżając na jakiś parking-Słyszałaś kiedyś żeby żyć tym co jest teraz ?
-Coś obiło mi się o uszy-wzruszyłam ramionami-Co to za miejsce ?
-Zobaczysz-uśmiechnął się promiennie




------------------------------
Od autorki: ha ha ha...napisałam ! cały dzień szukania odpowiedniego natchnienia...xd w końcu znalazłam.. i rozdział jest...jak miło 1 w nocy... <3 zastanawiam się nad dodaniem playlisty,co myślicie ?
tłumaczenie słów piosenki(tylko tego co śpiewał Louis):
-Jesteś moim końcem i początkiem
Nawet jeśli przegrywam, to wygrywam
Ponieważ daję ci całego siebie, całego siebie
A ty dajesz mi całą siebie, całą siebie


- Jesteś moim upadkiem, jesteś moją muzą
Moim najgorszym zatraceniem, moim rytmem i bluesem
Nie mogę przestać śpiewać, to dzwoni w mojej głowie dla ciebie


 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 15 cz.2

Siedziałam na kanapie i oglądałam jakiś nudny film.W sumie powiedzieć że oglądałam to za dużo.Ja po prostu siedziałam i bawiłam się telefonem a telewizor sobie spokojnie chodził.Moje kochane One Direction pojechało na jakąś głupią sesję i w ten sposób w domu panuje przeraźliwa cisza.Cisza przerażała mnie odkąd pamiętam.Najdrobniejszy hałas a ja już miałam ochotę uciec gdzie pieprz rośnie.
-Ludzie są dziwni-mruknęłam,przeglądając komentarze pod zdjęciem z chłopakami
Wstaw człowieku zdjęcie z jakąś gwiazdą a zaraz nagle masz tysiące komentarzy.Większość była typu "zazdroszczę",były też hejty głównie dlatego że w opisie napisałam "Z moimi debilami".Ludziom się po prostu nudzi.Przewinęłam na kolejne zdjęcie i mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.Na fotografii byłam ja i Louis.Trzymał mnie na plecach a ja go całowałam w policzek.Nie trudno się domyśleć jakie beznadziejne komentarze widniały pod spodem.Najbardziej mi się spodobał komentarz jakieś dziewczyny że wyglądamy uroczo.To trochę dziwne kiedy napisze to ktoś zupełnie obcy ale nie ukrywam że mimo wszystko zrobiło mi się trochę ciepło na sercu.Plus miałam dowód że istnieją jeszcze normalni ludzie.
Kolejnym zdjęciem było zdjęcie z Niall'em,które sama zrobiłam.Zdecydowanie nie wyszliśmy normalnie.Ale kto się tym przejmuje ? Liczą się wspomnienia,tak.Wyszłam z Facebook'a,ignorując wszystkie wiadomości i zaproszenia do znajomych i odwiedziłam jeszcze stronę mojej ukochanej pisarki.
Kiedy miałam zamiar zacząć szukać czegoś w TV usłyszałam dzwonek do drzwi.Byłam pewna że to tych pięciu popaprańców zapomniało kluczy.Jaka mnie czekała niespodzianka kiedy za drzwiami stała sama Demi Lovato.
-Cześć-uśmiechnęła się-Ty musisz być Luna,zgadza się?-pokiwałam głową-Tylko mi tu nie mdlej.Mogę wejść ?
-Ja..jasne-wyjąkałam i się odsunęłam
Dobra niech mnie ktoś uszczypnie.Czy w tym domu właśnie pojawiła się Demi Lovato ?!
Zamknęłam drzwi i się o nie oparłam.
Uspokój się,Lu-powtarzałam sobie w myślach-To tylko kobieta która uratowała ci życie nic o tym nie wiedząc-dołączył się mój irytujący głosik.
-Więc,jesteś moją fanką ?-zapytała Demi z uśmiechem
-Tak-odwzajemniłam uśmiech-Skąd się tu wzięłaś ?-wypaliłam-To znaczy..ugh..
-Spokojnie-zaśmiała się-Ale chyba nie będziemy rozmawiać w holu ?
-Jasne-tym razem ja się zaśmiałam-Napijesz się czegoś ?
-Może być jakiś sok.
Skierowałam się do kuchni,wbijając paznokcie w rękę.Sok.Muszę znaleźć sok.Powiedźcie że kupili jakiś sok.Na szczęście okazało się że mamy w lodówce sok pomarańczowy.Nalałam go do dwóch szklanek i ruszyłam do salonu.
-Więc,co tu robisz ?-zapytałam,podając Demi szklankę
-To chyba miała być tajemnica skoro cię nie uprzedził ale...-zawahała się-Zadzwonił do mnie Louis i dosłownie błagał mnie żeby przyjechała dzień wcześniej.Wspominał coś że miałaś niedawno urodziny i nie dał ci prezentu.Więc..-zaczęła czegoś szukać w torebce-Tak jakby to spotkanie jest prezentem od niego a te wejściówki od mnie.-podała mi kopertę
-Wejściówki na ?
-Na mój jutrzejszy koncert-wyjaśniła z uśmiechem
-Dziękuję-próbowałam się opanować ale w końcu bez większego namysłu przytuliłam Demi
-Ile jesteś już moją fanką ?-zapytała ciekawa
-Prawie dwa lata...



Minęły dwie godzinny a ja się w końcu rozluźniłam.Nadal nie wierzę w to że rozmawiam ze swoją idolką tak twarzą w twarz.Kiedy do domu w wrócił zespół byłyśmy z Demi w trakcie poważnej dyskusji na temat książek i filmów.
-Cześć chłopaki-powiedziała a ja natychmiast się odwróciłam
W progu salonu stała cała piątka z szerokimi uśmiechami na twarzy.To dziwny widok kiedy pięciu facetów szczerzy się jak głupi do sera.Serio.Miałam ochotę ich wszystkich strzelić w głowy.
Ale wtedy zrobiłam coś czego chyba nikt się nie spodziewał,łącznie ze mną.Wiecie jak to jest kiedy działa się pod wpływem impulsu,no nie ? Więc,podeszłam do Louis'a i tak po prostu go pocałowałam.Zaskoczony chyba nie wiedział co się dzieje ale po chwili oddał pocałunek.Dobra chyba zaczynam żałować że tyle unikałam tych malinowych ust no ale..
-Dziękuję-szepnęłam kiedy się od niego odsunęłam
Pozostali,prócz Demi,patrzyli się na nas z otwartymi ustami.Lovato natomiast patrzyła na nas z uśmiechem.
-Myślę że jak dalej tak będziecie trzymać te paszcze to wam muchy nawlatują-powiedziałam ze śmiechem-Nigdy nie widzieliście całujących się ludzi ?-zapytałam ledwo powstrzymując się od wybuchu niepohamowanego śmiechu
-Tak ale...-zaczął Niall ale Demi mu przerwała
-Nie wiem jak wy ale jestem strasznie głodna-spojrzała na mnie
-Tak,ja też jestem głodna-pokiwałam głową-Myślę że powinniście coś ugotować.
-Czemu ty tego nie zrobisz ?-zapytał Harry,mrużąc oczy
-Jak chcesz-wzruszyłam ramionami-Loui pomożesz mi ?
-Tak-uśmiechnął się szeroko
Powędrowaliśmy do kuchni i bez zastanowienia podeszłam do lodówki.
-Zrobimy naleśniki-stwierdziłam-Bo w sumie nie ma za dużego wyboru.

----------------------------------------
od autorki:hihi....gdybym tak zobaczyła swoją idolkę chyba bym umarła no ale okej..xd więc...obejrzałam trzy komedie romantyczne i tak właśnie mnie natchnęło..xd nie..no dobra...po filmach natchnęło mnie na to że będą piekli naleśniki..xd wszelkie dręczące was pytania możecie kierować na mojego aska..xd link macie w zakładce "o autorce" jak i kilka słów o mnie :D

Rozdział 15 cz.1

Cześć pamiętniczku !
Jak widać chyba wróciło mi pisanie codziennie.Nie no dobra..po prostu za dużo się dzieje.Niall przyjął wszystko ze zbyt dużym spokojem i boję się że zaraz wybuchnie.No bo to nie podobne do niego.Jakby wyłączył swoją opiekuńczość.Chyba muszę podziękować jego dziewczynie,której jeszcze nie znam.Tak,wydobędę z niego wszystkie informacje ! 
Wracając do reakcji reszty chłopaków.Okazało się że Zayn z Harry'm się o to założyli.Zemszczę się za to.Liam za to po prostu mnie przytulił.To było dziwne...bardzo.
Nie zgadniesz kto dzwonił ! 
Margaret !
Co za zaskoczenie,prawda ? 
Dzwoniła żeby mi powiedzieć że Max jest w Londynie.Nie rozumiem jak ci ludzie mogą mieć takie wyczucie.Na moje nieszczęście,a może i szczęście,do pokoju wtedy wszedł Louis.Zaczął zadawać pytania i w końcu nie wytrzymałam i mu o wszystkim powiedziałam.O tym jak poznałam Maxa,o tym jaki był,o tym co mi zrobił,o leczeniu,o depresji...o wszystkim.No prawie..nadal nie wie o tych dwóch tatuażach.Ale to tam taka mała drobnostka.

Słysząc otwierane drzwi szybko wsunęłam pamiętnik pod łóżko.Zdecydowanie powinnam zacząć pisać go w łazience.Tam przynajmniej nikt by mi nie przeszkodził.
-Co ty wyprawiasz ?-usłyszałam rozbawiony głos Louis'a
-Wieczorną gimnastykę-zaśmiałam się
-To może ja z tą kolacją przyjdę później ?-zaczął się wycofywać
-Masz jedzenie ?!-zapytałam przez śmiech-Chodź tu-poklepałam miejsce obok mnie
-A twoja gimnastyka ?
-Może poczekać-wzruszyłam ramionami i wybuchnęłam śmiechem
-Co jest takie zabawne ?-zapytał,unosząc jedną brew do góry
-To że uwierzyłeś że uprawiam gimnastykę-zakryłam twarz rękami-Jednak nie znasz mnie tak dobrze.
-Znam cię lepiej niż sobie to wyobrażasz,skarbie
-To zabrzmiało strasznie-zaśmiałam się-Czekaj,to jest ta Nutella,którą kupiliśmy wtedy w tym sklepie ?-pokiwał głową-Fajnie.
Złapałam odkręcony słoik i nabrałam trochę czekolady na palec.
-Co ?-zapytałam,widząc że się na mnie patrzy
-Jesz jak moje młodsze siostry.-zaśmiał się
-Tak lepiej smakuje-oblizałam palec-Serio.Spróbuj.-podałam mu słoik



Usiadłam na łóżku i zaczęłam głęboko oddychać.Koszmary to chyba najgorsze co może być.Spojrzałam na zegarek i jęknęłam.Było kilka minut po północy.Nie miałam zamiaru nie spać pół nocy.Położyłam się z powrotem ale kiedy tylko zamykałam oczy znów wszystko wracało.Wykaraskałam się z łóżka przy okazji nabijając sobie siniaka na kolanie i ruszyłam do wyjścia.Czułam się trochę jak mała dziewczynka kiedy tak szłam ciemnym korytarzem ale ja na prawdę chciałam przespać resztę nocy.
Cicho otworzyłam drzwi sypialni Louis'a i zajrzałam do środka.Brunet siedział na łóżku i robił coś na laptopie.
-Co robisz ?-zapytałam,zamykając za sobą drzwi
-Ogarniam maile-uśmiechnął się-Czemu nie śpisz ?
-Właśnie..-zagryzłam wargę-Bo ten...miałam koszmar i nie mogłam znowu zasnąć i pomyślałam...
-Kładź się-poklepał wolne miejsce


---------------------------------------
od autorki:Przepraszam że wczoraj nie było rozdziału ale miałam małe problemy z internetem a potem jakoś nie za bardzo miałam okazję na dodanie rozdziału..jak widać to 1 część tego rozdziału...gdyż po prostu leże od rana z gorączką i nie mam siły dopisać reszty :( ale obiecuję że jutro dodam drugą część i rozdział 16. :D
ha ha...plus..niedługo zaproszę was na mojego drugiego bloga..jestem w trakcie realizacji tego szalonego pomysłu :)

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 14

Cześć pamiętniczku !
Właściwie powinnam się teraz przebierać i szykować bo mamy iść z chłopakami pozwiedzać.Najchętniej zostałabym jednak w łóżku i poszła spać.Od trzech dni nasze,to znaczy moje i Louis'a,posiadówki w ogrodzie stały się prawie całonocnym "Randkami".Nie wiem czy mogę tak to nazwać.Ale..chyba czas się przyznać że się w nim zakochałam.Złamałam jedną z najważniejszych zasad i się cieszę.Czy się boję ? Cholernie.Ale to chyba normalne,prawda ? 
Ale jest coś czego boję się najbardziej.Chrzanić media,czy moją przeszłość..dużo bardziej boję się reakcji Niall'a.Przecież ten człowiek jest gorszy od mojej matki ! Przez ostatnie trzy dni znów wrócił do traktowania mnie jak dziecko.Czy on na prawdę nie widzi że nie jestem już małą dziewczynką,bawiącą się z nim w piaskownicy ? Gdybym chciała słuchać ostrzeżeń i "wskazówek"
 na każdym kroku zostałabym w domu i uczepiła mamy.

On jeszcze nie wie że ja wiem że ma dziewczynę.Myśli że trudno połączyć fakty.To że szerzy się do telefonu,to że nie raz słyszałam jak z kimś rozmawia i to że zaczął znikać wieczorami.Nie,no bo przecież on idzie tylko na zakupy bo nie ma jedzenia.Szkoda że wraca bez tych zakupów.
No ale okej...
Stwierdziliśmy z Lou że pora w końcu powiedzieć chłopakom.Wpadłam na pomysł żeby zrobić to na dzisiejszym wieczornym "zebraniu",na którym Liam ma nam coś ważnego do przekazania.Bo spotkanie to w sumie jego pomysł ja go tylko wykorzystałam.Nie ukrywam...to trochę dziwne.Czuje się jakby miała stanąć przed rodzicami i powiedzieć że jestem w ciąży.Boże...do czego ja to porównuje ?

-Lu jesteś już gotowa ?!-usłyszałam głos mojego kuzyna z dołu
-Nie !-odkrzyknęłam i schowałam zeszyt-Potrzebuję dwudziestu minut !
-Okej !
Zebrałam się z łóżka i podeszłam do walizek.Powinnam je rozpakować.Nie wróć.Powinnam pochować ciuchy do szafek bo w sumie latają po całym pokoju ale jakoś mi się nie chce.Odszukałam w tym wszystkim moje turkusowe rurki,czarną koszulkę z napisem "So beautiful tonight" i mój ukochany czarny sweter.Ruszyłam do łazienki,zgarniając jeszcze bieliznę i przekręciłam zamek.Szybko się przebrałam i zaczęłam robić makijaż.Zakryłam cienie pod oczami,nałożyłam trochę tuszu na rzęsy i maznęłam usta błyszczykiem.
-Och idealnie-szepnęłam ze śmiechem
Spojrzałam na moje włosy,które znów żyły swoim życiem.Próbowałam spiąć je w wysokiego koka ale w końcu zrezygnowałam i splotłam je w warkocze.Ostatnio za często chodzę w warkoczach.
Wróciłam do pokoju i spakowałam do torebki telefon,słuchawki,aparat i błyszczyk wraz z pudrem.Wydawało się że jestem gotowa.Poprawiłam jeszcze bluzkę tak żeby nie odkrywała obojczyka,na którym miałam tatuaż zrobiony nie do końca legalnie i doszłam do wniosku że mogę spokojnie zejść na dół.A tam czekała mnie miła niespodzianka,w salonie czekał tylko Louis.
-Gdzie reszta ?-zapytałam z uśmiechem
-Niall stwierdził że jest cholernie głodny,więc pojechali do Nados-wyjaśnił-Mają nam coś zamówić i mamy się tam spotkać.
-Fajnie
Z uśmiechem ruszyłam do holu i zaczęłam zakładać buty.Myślę że tenisówki są genialnym wyborem.Zwłaszcza że mam zamiar przeciągnąć ich po całym Londynie i narobić masę zdjęć na moją ścianę.Bo przecież wspomnienia są najważniejsze.Wygrzebałam z torebki aparat i go włączyłam,przewieszając sobie sznurek przez szyje.Kiedy Louis pojawił się w przedpokoju,cyknęłam mu zdjęcie z zaskoczenia i zaczęłam się śmiać z efektu.
-Mam już nową tapetę na laptopa-powiedziałam radośnie
-Jesteś niemożliwa-powiedział ze śmiechem
-Gdzieś to już słyszałam-wzruszyłam ramionami-Jedziemy ?
-Jasne-pokręcił głową-Ślicznie wyglądasz
-Ja zawsze ślicznie wyglądam-podrzuciłam warkocza w góre
To znaczy chciałam zrobić tak jak te super popularne dziewczyny w filmach ale na nieszczęście miałam związane włosy.Mój gest spotkał się ze śmiechem Louis'a.Podszedł do mnie i cmoknął mnie w policzek.
-Za co to ?
-Za to że jesteś-spojrzał mi w oczy
I znowu to się działo.Znowu znikał cały świat dookoła.Znowu byliśmy tylko my.Zamknęłam oczy i odwróciłam głowę.Nie pozwoliłam mu się pocałować od tamtego momentu na kanapie.Nie wiem czemu.Po prostu się bałam.Chyba.
-Jedźmy już-powiedziałam,nie otwierając oczu
Pociągnął mnie za rękę.Dopiero na zewnątrz otworzyłam oczy.Zaciągnęłam się świeżym powietrzem i ruszyłam za Louis'em w kierunku auta.

Całą drogę przejechaliśmy w ciszy,która mnie denerwowała.Nienawidzę takich momentów,kiedy siedzę z kimś w całkowitym milczeniu i mam wrażenie że to moja wina.
Kiedy weszliśmy do Nados od razu odnalazłam stoli,przy którym siedziała cała reszta.Zajęłam miejsce obok Niall'a i spojrzałam na jego talerz.
-A mi co zamówiłeś ?-zapytałam
-To samo-odpowiedział z pełną buzią-W wersji bez mięsa.
-Pamiętałeś?-zapytałam zaskoczona
-Trzy dni mi to przypominałaś..-zaczął ale Liam mu przerwał
-Aż w końcu zapamiętałem-uśmiechnął się w moim kierunku
-Dzięki Li-mrugnęłam do niego
Kelnerka przyniosła dwa dania i dzbanek soku.Oni na prawdę zamówili sok ?! Nie poznaje ich.
-Przepraszam-zaczęłam kiedy dziewczyna miała już odchodzić-Możesz zrobić nam zdjęcie ?
-Jasne-uśmiechnęła się
Podałam jej aparat i kazałam się wszystkim przysunąć.Zrobiłam Niall'owi rogi żeby zdjęcie wyglądało zabawniej.Kiedy dziewczyna oddała mi aparat grzecznie jej podziękowałam i powiesiłam go znów na szyi.
-Po co ci to zdjęcie ?-zapytał Zayn
-Bo mam plan zrobienia całej ściany w zdjęcia-odpowiedziałam z uśmiechem-I potrzebuje ich na prawdę dużo.
-To daj ten aparat-powiedział z chytrym uśmieszkiem
-Po co ?
-Oj no zaufaj mi.Jestem świetnym fotografem.
-I niebywale skromnym człowiekiem-powiedziałam ze śmiechem ale podałam mu aparat-Tylko niczego nie popsuj.
-Jakbym mógł.


------------------------------------------------
od autorki:dobra ten jest trochę krótszy bo nie umiem za bardzo opisywać szczegółowo tego co się dzieje....to znaczy takiego robienia zdjęć czy zwiedzania...następny rozdział to będzie już moment tego "spotkania" wieczorem...hihi... ciekawe czy ktoś może wpadł na pomysł jak zareaguje nadopiekuńczy Niall ? ha ha...no dobra...ale zdradzę wam że będzie się działo odkąd ich związek wyjdzie na jaw...xd szalenie...zdecydowanie za dużo czasu spędzam oglądając TV i czytając blogi... u góry jest zakładka Czytam i Polecam...znajdziecie tam część blogów na które ostatnio wpadłam a które wydają się fajne..xd
Przepraszam za błędy ale nie mam już siły tego sprawdzać plus boję się że mi internet wysiądzie...tak więc bay ! <3

Rozdział 13

Był wieczór.Tak zdecydowanie wieczór bo mój zegarek w telefonie wskazywał 20.Pisałam właśnie wiadomość do Niall'a i znów znajdowałam się na podłodze w łazience.Tak się kończy wmuszanie we mnie jedzenia,kiedy tłumaczę że się zatrułam.
Do:Niall
Mam złą i dobrą wiadomość.Dobra to taka że wrócę dopiero jutro,a zła to że powodem jest bliższe spotkanie z podłogą w łazience i muszlą klozetową.Dziękuję za kanapki z pysznym serkiem.
Całuję..Lu :*

Nie ważne jak śmiesznie to brzmi,ważne że przekazuje to co ma przekazywać.Schowałam telefon do kieszeni i dotknęłam czołem zimnych kafelek.Boziuu,jak ja zazdroszczę Lou że sobie leży teraz na wygodnej kanapie.Chociaż w sumie nie byłby tak źle gdyby nie fakt że mi zimno.Wzięłam kilka głębokich oddechów i kiedy poczułam że zwróciłam wszystko wraz z wodą,którą wypiłam,zebrałam się powoli z podłogi i wypukałam usta.Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.Miałam jakąś dziwną iskrę w oku.Jednak nie chciałam się zastanawiać co oznacza,postanowiłam skupić się na tym że mi zimno.Tak zdecydowanie jest mi zimno.
Doczłapałam się do salonu i bez żadnego słowa położyłam się obok Louis'a a następnie mocno się do niego przytuliłam.Teraz jest mi zdecydowanie cieplej.Nie rozmawialiśmy z Lou o naszym pocałunku.Wiedzieliśmy po prostu że to nie ma sensu.Że znów ustalimy zasady które złamiemy po kilku godzinach.Po prostu to chyba było silniejsze od nas.Po dosłownie minucie zaczął dzwonić telefon Louis'a.
-Niech zgadnę,to mój kuzynek-mruknęłam
-Najprawdopodobniej-odpowiedział,podnosząc się na co jęknęłam
Kiedy zniknął w kuchni ukryłam twarz w poduszce,starając się nie myśleć o tym co będzie dalej.

~&~

-Co z nią ?-usłyszałem na powitanie
-Ciebie też miło słyszeć-odparłem ironicznie-Chyba lepiej.
-Przyjechać do was ?
-Myślę że damy sobie radę-przewróciłem oczami
Nie chciałem żeby teraz się tu pojawił i zniszczył to nasze kruche uczucie swobody.Chciałem nim pożyć chociaż do jutra.
-Jesteś pewien ?-zapytał nie bardzo przekonany
-Tak,Niall.Wszystko będzie dobrze-stanąłem w progu salonu i uśmiechnąłem się na widok brunetki,leżącej na kanapie-Zobaczymy się jutro rano.
-W razie potrzeby dzwoń
-Będę pamiętał-przewróciłem oczami 
Rozłączyłem się za nim zdążył coś jeszcze powiedzieć.Odłożyłem telefon na szafkę i podszedłem do kanapy.
-On był zawsze taki nadopiekuńczy ?-zapytałem dziewczyny,siadając 
-Wcześnie robiła to jego mama,potem moja-odpowiedziała,odwracając się w moją stronę-Widocznie odziedziczył to po kobietach z naszej rodziny.-dodała
Widziałem w jej ciemnych oczach przerażenie,które wydawało się nie odstępować jej od naszego pocałunku.Sam się bałem.Bałem się że kiedy to wszystko wyjdzie na jaw media ją zniszczą.Bałem się że ją stracę kiedy tylko wyjdziemy z tego mieszkania.Bałem się że zrobię coś nie tak i ona po prostu odejdzie.Nie wyobrażałem sobie życia bez tej dziewczyny mimo jej pesymistycznego nastawienia i dziwnych zwyczajów.Po prostu ją kochałem całym moim zbolałym sercem.
-Co ty na to żeby przenieść się do sypialni?-zaproponowałem,odpędzając złe myśli
-To dziwnie zabrzmiało-powiedziała rozbawionym głosem
-Jak chcesz spać na kanapie to proszę bardzo-odpowiedziałem z szeroki m uśmiechem-Ja idę do pokoju.
Wstałem z kanapy i ruszyłem kierunku wyjścia z pokoju.
-Zaczekaj-usłyszałem za sobą cichy głos
Obejrzałem się za siebie.Brunetka próbowała wyplątać się koca i wstać z kanapy.Zaśmiałem się cicho i podszedłem,biorą ją na ręce.
-Ostatnio chyba za często mnie zanosisz do łóżka-powiedziała,kładąc głowę na moim ramieniu
-Takie moje nowe hobby-odpowiedziałem z uśmiechem 
-Chyba mi się podoba-zaśmiała się
-Nie przeraża cię taki porządek ?-zapytała kiedy weszliśmy do pokoju
-Zazwyczaj ledwo tu się można odnaleźć-odpowiedziałem ze śmiechem-Ale nie było mnie tu od prawie trzech tygodni.
-Ale chyba samo się nie posprzątało?
-Widocznie była sprzątaczka,której zapomniałem odwołać-wzruszyłem ramionami
-Ja też chcę sprzątaczkę-jęknęła
Położyłam ją na łóżku a kiedy się przesunęła za chwilę znalazłem się obok niej.

~&~

Rozejrzałam się po wnętrzu.Jasne ściany idealnie kontrastowały z ciemnym sufitem.W pokoju,prócz ogromnego łóżka,stała jeszcze komoda,biurko,wielka szafa a na ścianie wisiał telewizor.Spojrzałam na szafki noce i uśmiechnęłam się,widząc leżące książki.Pochyliłam się i wzięłam jedną do ręki.
-3000 przepisów na pyszny obiad-przeczytałam tytuł-Próbowałeś nauczyć się gotować,Loui ?
-Tak jakby.-uśmiechnął się i odebrał mi książkę
-Ale wiesz że do tego trzeba być w kuchni a nie w łóżku ?-zapytałam ze śmiechem
-Próbowałem raz to mało nie spaliłem mieszkania-odpowiedziałam trochę zniesmaczony
-Chcesz to kiedyś nauczę cię kilku prostych dań-odpowiedziałam radośnie
-Umiesz gotować ?-zapytał zdziwiony
-Coś żeby nie umrzeć z głodu-wzruszyłam ramionami-Często musiałam gotować sobie sama bo rodziców nie było.-wyjaśniłam 
Przytuliłam się do niego,kładąc głowę na jego torsie.Louis zaczął bawić się moimi włosami.Tak było idealnie.Chciałabym trwać w tym momencie do końca życia.Bez żadnych zmartwień,bez żadnego strachu.Tylko ja,on i wszechogarniający spokój.Nadal wiedziałam że muszę mu o wielu sprawach powiedzieć ale starałam się o tym nie myśleć.
Ale w końcu musiałam zadać to pytanie.I chciałam chyba porozmawiać o tym tutaj,gdzie nikt nam nie może przeszkodzić a nie w domu u Horana,gdzie w każdej chwili ktoś może wejść do pokoju.
-Co będzie dalej,Loui ?-zapytałam,przerywając ciszę
-Nie wiem-odpowiedział a ja wyczułam w jego głosie strach,który pożerał mnie od wewnątrz

-------------------------------------------------
od autorki:mam dla was wiadomość...prawdopodobnie dzisiaj pojawi się jeszcze jeden rozdział :D
a mówią że trzynastka jest pechowa....ja pisałam to z uśmiechem na twarzy...xd hihihihi...kto jest ciekawy jak zareaguje Niall na wieść o ich związku ?
ha ha...tak więc..czekajcie cierpliwie... :D
plus...zapraszam na bloga mojej koleżanki...nie jest z FanFiction ale jest genialny:  http://in-all-of-us-is-a-little-bit-of-magic.blogspot.com/

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 12

Od wypowiedzianego przez dziewczynę zdania minęła prawie godzina.Oboje siedzieli i wpatrywali się w telewizor a w pokoju panowała dość przerażająca cisza.Ale mimo to żadne z nich nie miało odwagi podjąć jakiegoś tematu.Luna kalkulowała każdy jego gest i słowo od samego początku dnia a Louis zastanawiał się czemu nie zadał tak dręczącego go pytania.Przecież miał idealną okazję na poznanie prawdy.Ale widząc przerażenie w jej oczach nie miał odwagi zapytać.Chyba rozumiał ją lepiej niż myślała.
Z niezręcznej ciszy wyrwał ich dzwonek do drzwi,zwiastując przyjazd zamówionej pizzy.Louis z niechęcią poszedł otworzyć a Luna na myśl o posiłku zniknęła w łazience.Nie wiedziała czemu zrobiło się jej nagle niedobrze ale według niej nie zwiastowało to niczego dobrego.I miała rację bo zaszkodziły jej wczoraj zjedzone kanapki z serkiem.
Więc w czasie gdy niczego nie świadom Louis odbierał pizze brunetka zwracała zawartość swojego żołądka przeklinając siarczyście w przerwach między wymiotowaniem.

~&~
Pochyliłam się zrezygnowana nad kiblem.
-Kurwa-mruknęłam,czując kolejną falę mdłości
Jeszcze mi do szczęścia brakowało wymiotów.Chyba ktoś sobie ze mnie kpi.Spojrzałam na drzwi,które na moje szczęście były zamknięte.W tym stanie jedyny kto mnie może widzieć to moje odbicie w lustrze.Chociaż nawet tego wolę nie robić.I jeszcze pech chciał że wcześniej rozpuściłam włosy.
-Pieprze takie szczęście !-krzyknęła,uderzając w ręcznik co było błędem bo jednocześnie uderzyłam w ścianę-Kurwa!-wrzasnęłam z bólu
-Lu wszystko w porządku ?!-usłyszałam zaniepokojony głos Louis'a zza drzwiami
-Chyba tak !-ostatnie słowo wypowiedziałam zduszonym głosem bo zaraz przyszła kolejna fala wymiotów
Niech Bóg mi powie co ja mu takiego zrobiłam że mnie tak nie lubi !-krzyczałam w myślach.
Może nie byłam za grzeczna i nie chodziłam do kościoła ale to nie powód żeby mnie tak karać ! A podobnież ma wszystko wybaczać i być miłosiernym.
Nagle poczułam jak ktoś odgarnia mi włosy z twarzy.No tak,kto by mi kazał przekręcić zamek w drzwiach ?Poczułam zmartwiony wzrok Louis'a na sobie i znów zaczęłam wymiotować.No błagam was !
-Wszystko okey ?-zapytał,wciąż trzymając mi włosy
-Nie-mruknęłam,spuszczając wodę-Chyba się czymś zatrułam.-zamknęłam oczy-I ręka mnie boli.-skrzywiłam się-Ale chcę żebyś stąd wyszedł.Nie możesz patrzeć na mnie jak jestem w takim stanie-pokręciłam głową,nie wierząc we własne słowa
Nigdy nie byłam typową nastolatkom.Zawsze miałam gdzieś kto coś o mnie myśli i jak wyglądam.Oczywiście nie wychodziłam z domu nie uczesana czy ubrana w zwykłe łachmany ale nie za bardzo przejmowałam się czymś takim jak makijaż czy dobieranie strojów.Bo po co ? Skoro z większością chłopaków wystarczyło się napić i już mieli cię za kogoś wartościowego ? A tu proszę.Nagle nie chcę żeby ktoś na mnie patrzył jak zwracam niewielką zawartość żołądka bo jeszcze się mu nie spodobam.
Dziwaczeje-pomyślałam zirytowana
Jednak Louis nadal kucał przy mnie i w milczeniu podtrzymywał moje włosy w powietrzu.Odsunęłam się od muszli klozetowej i głęboko odetchnęłam.Chyba minęło to co najgorsze bo mój żołądek pozbawił mnie reszty pokarmu jaka jeszcze w nim była.Nieświadoma oparłam się o Louis'a i pozwoliłam żeby odgarnął mi resztę mojej grzywki z twarzy.
Oprzytomniałam dopiero jak uśmiechnął się lekko ale się nie odsunęłam.Czułam dziwny spokój,czując ciepło jego ciała.Tak jakby uspokajał cały mój organizm samą obecnością.Pani od biologii chyba by mnie wyśmiała za powiedzenie że czyjaś obecność może uspokoić żołądek ale widać nigdy tego nie doświadczyła.
Siedząc tak w zupełnej ciszy nawet nie pamiętałam o tym że wymiotowałam,liczyło się tylko to że jest obok.I wiedziałam że dąży to do zburzenia ostatniego muru jakim jest rozsądek ale kogo to obchodzi ? 
-Co z twoją ręką ?-zapytał,przerywając ciszę
-Bo ten..-czułam że się rumienie-Uderzyłam w ścianę..to znaczy to miał być ręcznik ale zapomniałam że za nim jest ściana i tak..-wyciągnęłam przed siebie bolącą dłoń-Nie jest tak źle.-powiedziałam,krzywiąc się na widok czerwonych plamek na kostkach
-Właśnie widzę-zaśmiał się i dotknął mojej dłoni a ja syknęła-Może ci ją zabandażujemy?
-Po co ? Przecież to tylko lekkie stłuczenie-wzruszyłam ramionami
-Luna...-spojrzał na mnie jak na idiotkę
-Okej,okej-przewróciłam oczami-Jak tak bardzo ci zależy możesz mi to zabandażować.
-Grzeczna dziewczynka
-Jeszcze raz nazwiesz mnie dziewczynkom a cię utopię w łyżce wody-odpowiedziałam z wrednym uśmieszkiem

~&~
Podczas zabawy z bandażowaniem ręki Luny mieli nie mały ubaw.Ganiali się po całym mieszkaniu a kiedy już opadli zmęczeni na kanapę,dziewczyna nie wyglądała na chorą.I wtedy stało się coś czego oboje się nie spodziewali.
Siedząc tak na kanapie spojrzeli sobie głęboko w oczy i nim ktokolwiek wypowiedziałby "Czary mary" ich usta złączyły się w niepewnym pocałunku.On obawiał się że dziewczyna zaraz ucieknie a ona że to po prostu sen i zaraz wszystko rozpłynie się w powietrzu.

Oboje nie zdawali sobie sprawy z tego że ten pocałunek zmieni wszystko,bo właśnie upadła granica Zdrowego rozsądku... 



--------------------------------
od autorki:więc ten..upadła granica zdrowego rozsądku co,mogę wam zdradzić,znaczy że ich piękna miłość będzie rozkwitać..ahhh..jak ja długo czekałam do tego momentu,a wy ? Bo kto kieruje się rozsądkiem ? he he...co do rozdziału...nawet mi się podoba...zwłaszcza końcówka...xd bo pamiętajcie : kiedy runie mur zdrowego rozsądku nic już nie jest ważne.

Rozdział 11

Rozmowa z Louis'em była jeszcze trudniejsza niż sobie to wyobrażałam.Stres który mi przy tym towarzyszył był gorszy niż ten kiedy musiałam pisać egzaminy gimnazjalne.Ale po godzinie wyczerpującej rozmowy oboje doszliśmy do wniosku że możemy trochę poczekać na rozwój wydarzeń i dalej się przyjaźnić.Co mnie strasznie cieszyło.Bałam się że go po prostu stracę przez to że jestem tylko głupią nastolatką ale jednak tak się nie stało.
Leżeliśmy teraz na kanapie i oglądaliśmy jakąś komedię.Wybór filmu nie zajął nam długo bo oboje uznaliśmy że potrzebujemy trochę śmiechu.Problem był w tym,przynajmniej dla mnie,że ta komedia nie była w ogóle śmieszna tylko raczej głupia.No ale przecież nie ma to jak oglądać film o blondynce na prawie i gdzie w tym sens.Usłyszałam melodyjny śmiech Lousi'a nad uchem i przewróciłam oczami.
-Możemy włączyć coś innego ?-zapytałam zirytowana
-Czemu ?
-Ten film ubliża blondynkom w tym mojej przyjaciółce.
-Przesadzasz-stwierdził ale zmienił kanał
Przeszliśmy chyba wszystkie programy w kablówce i nic nie znaleźliśmy.Louis stwierdził że zamówi pizze a ja podeszłam do jego kolekcji płyt.Nie wiem jakim cudem można uzbierać tyle filmów ale były tu chyba wszystkie gatunki.Od komedii po filmy dokumentalne.
-Nie możesz mieć tyle samo książek ?-zapytałam,widząc że wrócił do salonu-Nie wychodziłabym stąd.-dodałam z uśmiechem
-Aż tak lubisz czytać ?-zapytał zdziwiony
-Daje mi to drugie,lepsze życie-wzruszyłam ramionami
-To znaczy ?
-To znaczy że kiedy czytam żyję życiem bohaterów.A oni zawsze mają idealne życie.Nie ważne czy na horyzoncie pojawia się śmierć,nienawiść czy inne rzeczy oni zawsze kończą szczęśliwie-odwróciłam się do niego-Dlatego kocham czytać,bo dzięki temu mam drugie,lepsze życie.
-Czyli uważasz że to życie nie jest fajne ?-zapytał,mrużąc oczy
-Tak właśnie uważam-odpowiedziałam szczerze
-Czyli nie doceniasz tego że masz tak oddanego przyjaciela jak ja ?-zapytał zbliżając się do mnie
-Louis na świecie jest bilardy ludzi,nie zaleczysz ich słów swoim jednym-przewróciłam oczami-A po za tym w życiu nie ma czegoś takiego jak szczęśliwe zakończenia,zawsze ktoś cierpi.
-Nie znam bardziej pesymistycznej osoby-zaśmiał się-Ale da się to zmienić.
-To znaczy ?-zapytałam nie bardzo rozumiejąc
-Nauczę cię cieszyć się z małych rzeczy.-podszedł do mnie-A zaczniemy od teraz.
-Będziesz miał mnie dość po trzech dniach.Jestem straszną uczennicą-odpowiedziałam,próbując zachować powagę
-Jakoś przeżyję-wzruszył ramionami
Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać z jego miny.Dawno się tak szczerze nie śmiałam,no może nie licząc tego jak byłam kompletnie pijana i tarzałam się po podłodze.Kiedy zorientowałam się co zamierza zrobić miałam ochotę wybuchnąć jeszcze większym śmiechem.
-Nawet o tym nie myśl-chciałam żeby zabrzmiało to groźnie ale nie wyszło
-O czym mam nie myśleć ?-zapytał,zbliżając się jeszcze bardziej
-O tym o czym myślisz-odpowiedziałam cały czas się śmiejąc-Nie wyjdzie ci to.
Zaczęłam się cofać a z twarzy nie schodził mi uśmiech.Czy on na prawdę zwariował ?Kiedy trafiłam na kanapę krzyknęłam przerażona,lecąc w tył.Na moje szczęście Louis złapał mnie w połowie drogi.

~&~

Miałem taką ochotę ją pocałować.Ale wiedziałem że znowu złamałbym wszystkie zasady i myślę że tym razem by mi tego nie wybaczyła.Więc kiedy spojrzała na mnie z przerażeniem po prostu zacząłem ją łaskotać.Dopiero teraz zorientowałem się jaka ona jest chuda.Zdecydowanie za bardzo.
-Przestań !-krzyknęła,łapiąc mnie za ręce
-A co za to dostanę ?-uniosłem jedną brew do góry
-Hmm...odpowiem ci na jedno jedyne pytanie całkowicie szczerze.
-Okej-usiadłem obok niej
-Tylko dobrze je wybierz,masz jedną jedyną szansę-uśmiechnęła się 
~&~

Nie byłam całkiem pewna tego co obiecałam bo chyba wiedziałam jakie pytanie zada.Bo przecież na pewno wszystkich dręczyło.Zaczęłam wpatrywać się w ekran,zbierając odwagę na opowiedzenie tej historii.Wiecie jak to jest,jak jest się zamieszanym w coś chorego to nie ważne ile czasu minie ty i tak nie jesteś gotowy by o tym opowiadać.A tym bardziej na trzeźwo.
Ale Louis mnie zaskoczył i zadał całkowicie inne pytanie:
-Jakie jest twoje największe marzenie ?-uśmiechnął się szeroko
Zamyśliłam się na chwilę.Chyba nigdy nie słyszałam takiego pytania.
-Mam trzy-odpowiedziałam,zerkając na niego-Jedno to żeby pojechać na koncert Demi Lovato-uśmiechnęłam się -Drugie,hmm,chciałabym zobaczyć,z ważnymi dla mnie osobami,wszystkie piękne miejsca.Te według mnie piękne.-zaśmiałam się-A trzecie...chciałabym dostać się do szkoły tańca,tutaj w Londynie ale to zupełnie niemożliwe bo tam trzeba tańczyć w sumie od dziecka i dużo umieć a ja jestem typowym samoukiem.A już nie wspominając o kasie na czesne.-wzruszyłam ramionami
-Każde marzenie da się spełnić-powiedział z uśmiechem
-Nie myśl o tym Louis-powiedziałam,wiedząc jaki szalony pomysł kotłuje się w jego głowie-To znaczy,możesz mnie zabrać na koncert Demi,ale nic po za tym.-zmierzyłam go wzrokiem

--------------------------
od autorki:Rozdział dedykuje każdemu kto komentuje..xd
a tak po za tym...nie wiem czemu ale znów wydaje mi sie dziwny i jakiś takie nie fajny..xd ale pisałam na szybko bo mam gości i wiadomo...trzeba chociaż trochę z nimi posiedzieć..xd czekam na wasze komentarze..:) <3

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 10


Zjedliśmy z Louis'em całą paczkę paluszków i przy okazji trochę się ubrudziliśmy Nutellą.Znaczy w sumie to tylko ja.Znalazłam chusteczki w reklamówce i wyciągnęłam jedną.
-Teraz mi powiesz gdzie jestem brudna na twarzy-powiedziałam do Louis'a ze śmiechem
-Albo mogę ja ci to wytrzeć-zaproponował
Udawałam że się zastanawiam a po chwili podałam mu chusteczkę.Przybliżył się do mnie ze śmiechem i zaczął wycierać resztki czekolady z mojej twarzy.Czułam się jak mała dziewczynka co spowodowało u mnie napad chichotania.Spojrzałam kątem oka na wschodzące słońce i przez moment poczułam się jak w najgłupszej komedii romantycznej jaką widział świat.
-Gotowe-oznajmił Louis,wyrywając mnie z zamyślenia
-Chyba powinniśmy wracać-powiedziałam,podnosząc się
-Chyba tak-odpowiedział,także wstając
Zebraliśmy wszystkie rzeczy i wrzuciliśmy je do bagażnika.
-Wiesz że jesteś pierwszą osobą którą tu zabrałem ?-zapytał a raczej stwierdził Louis kiedy siedzieliśmy w samochodzie
-Super-powiedziałam niepewnie
To było za dużo,chyba...Nie wiedziałam czy to miała być jakaś deklaracja czy coś w tym stylu ale zdecydowanie mojemu sercu się spodobała że byłam tą wyjątkową osobą dla niego.Kurwa! Skończ!Zbeształam się w myślach.Nie mogłam się w nim zakochać.


Nim się obejrzałam zajechaliśmy pod dom.Jakoś nie uśmiechało mi się wyjście z samochodu i wrócenie do domu.Nagle Louis pochylił się i cmoknął mnie w policzek.
-Za co to ?-zapytałam,patrząc na niego zaskoczona
-Za fajny poranek-odparł z uśmiechem
-Jak kiedyś będziesz chciał to powtórzyć to daj znać-uśmiechnęłam się szeroko
-Będę pamiętał-powiedział i spojrzał mi w oczy
I wtedy to się stało.Nie wiedziałam w sumie co robię ale wiedziałam że to niewłaściwie.Jednak nie potrafiłam tego przerwać.Louis spuścił na chwilę wzrok na moje usta ale zaraz wrócił do oczu.Nawet nie wiem kiedy nasze wargi się spotkały a ja zamknęłam oczy.Moje serce przyspieszyło swoje bicie do właściwego maximum a w brzuchu zaczęło latać stado jednorożców.
Po chwili jednak do mnie dotarło co robimy i oderwałam się od Louisa a następnie szybko wysiadłam z samochodu.Właściwie dobiegłam do drzwi a kiedy je otwierałam zerknęła w stronę pojazdu.Louis siedział do mnie tyłem i chyba wpatrywał się w miejsce gdzie przed chwilą siedziałam.Weszłam do domu i trzepnęłam drzwiami.Nie przejęłam się że mogę kogoś obudzić tylko ze łzami w oczach pognałam do pokoju,gdzie opadłam na łóżku.
-Jestem beznadziejna-mruknęłam w poduszkę



Pocałował mnie.Ja pocałowałam jego,pamiętniczku.A potem po prostu uciekłam.Unikałam go cały dzień.W sumie to po prostu siedziałam w pokoju,tłumacząc że źle się czuję i mówiąc że ma to związek z kobiecymi sprawami.A teraz siedzę i obserwuję z okna Louis'a.Nie zeszłam do ogrodu.Nadal boję się spojrzeć mu w oczy.A on tam siedzi i ze smutkiem wymalowanym na twarzy patrzy się przed siebie.Czuje się podle ale..ja się po prostu boję.Nie chcę tylko wakacyjnej miłości.Nie lubię czegoś takiego.Ja chcę czego magicznego takiego jak w filmach i wiem że Lou mógłby mi to dać ale boję się.
Chyba boję się że go zranię,całkiem niechcący,przecież jestem w tym miszczem.Jestem też miszczem w byciu idiotką.O tak..powinnam dostać za to nagrodę.
Uchyliłam okno i odpaliłam papierosa.Musiałam się uspokoić i pomyśleć.
~&~
Wiedziałem że popełniłem największą gafę jaką tylko mogłem ale uczucia wzięły górę.Kiedy oddala pocałunek myślałem że wszystko będzie dobrze ale potem po prostu uciekła.Nie wychodziła z pokoju cały dzień i wiedziałem że to moja wina.Po prostu nie chciała mnie widzieć.
Wychodząc do ogrodu miałem nadzieję że się tu pojawi ale się zawiodłem.To bolało,cholernie.Spieprzyłem najcudowniejszą przyjaźń jaką miałem.
Jesteś idiotą,Louis-powiedział mój wewnętrzny głos a ja z niechęcią przyznałem mu rację.
Kiedy poczułem dym papierosowy spojrzałem w górę.Luna siedziała na parapecie,przy uchylonym oknie i paliła.Wiedziałem już że robi to kiedy jest zdenerwowana albo smutna.Poczułem jak moje serce pęka kiedy uświadomiłem sobie po raz tysięczny że to moja wina.Wstałem powoli i z podjęta decyzją ruszyłem do sypialni Niall'a.
Blondyn siedział z laptopem na kolanach i chyba odpisywał na wiadomości fanów.Odkrzyknąłem lekko żeby na mnie spojrzał.
-Wracam do siebie-powiedziałem cicho
-Czemu ?-zapytał,odkładając laptopa
-Chcę pobyć sam-skłamałem i wyszedłem z pokoju
Spakowanie moich rzeczy nie zajęło mi dużo czasu.Już godzinę później byłem w drodze do mojego apartamentu w centrum Londynu.Nie chciałem niszczyć Lu pobytu w Londynie moją głupotą i bezsensowną miłością więc stwierdziłem że po prostu wrócę do swojego mieszkania.Jednak kiedy przekroczyłem próg wydawało mi się dziwnie puste.Wszędzie panowała cisza do której musiałem się przyzwyczaić.Rzuciłem torbę w kąt i poszedłem do salonu.Bez namysłu wyjąłem butelkę whisky z baru i usiadłem na kanapie.
-Za twoją głupotę-powiedziałem do siebie i przechyliłem butelkę

                                                                               ~&~

Następnego dnia byłam całkowicie gotowa na rozmowę z Louis'em o tym co zaszło i o tym co czuję.Ale kiedy zapukałam do jego pokoju okazał się być pusty.Zeszłam na dół gdzie też go nie było ale za to znalazłam Niall'a robiącego kanapki.
-Widziałeś Louis'a ?-zapytałam,siadając przy blacie.
-Wrócił wczoraj do siebie-odpowiedział obojętnie
-Nie ma go...-zaczęłam ale mi przerwał
-Do siebie do domu-wyjaśnił-Wprowadzili się tu tylko na okres twojego pobytu na co dzień mieszkamy osobno.
-Podał ci powód ?-zapytałam spokojnie
-Powiedział że chce pobyć sam-wzruszył ramionami-Ale ja mu nie wierzę.
-Jest szansa że mnie do niego zawieziesz ?-uniosłam jedną brew do góry
-Mi się nie chce-uśmiechnął się szeroko-Ale spytaj reszty może któryś będzie jechał do miasta.
-Dzięki,Niall-cmoknęłam go w policzek
Nie wiem czemu ale na pierwszy odstrzał zapukałam do drzwi Zayn'a.Otowrzył mi z telefonem przy uchu.
-Zawieziesz mnie do mieszkania Louis'a ?-zapytałam,nie zwracając uwagi na to że rozmawia
-Poczekaj chwile-powiedział do telefonu-Po co ?
-Bo wczoraj tam wrócił a ja muszę z nim porozmawiać-wyjaśniłam rzeczowo-To zawieziesz mnie?
-Dobra-odpowiedział i wrócił do rozmowy przez telefon
-Będę gotowa za pięć minut-powiedziałam,wychodząc
Wróciłam do pokoju i jak burza wyszukałam w walizkach czarne rurki i pierwszą lepszą bluzkę.Zabrałam jeszcze bieliznę i pognałam do łazienki.Tam szybko się przebrałam i stwierdzając że nie doprowadzę włosów do ładu zaplotłam je w dwa warkocze,w których dawno nie chodziłam.Nie bardzo przejęłam się makijażem i nim się obejrzałam stałam przy drzwiach i wołałam Zayn'a.
-Nie żartowałaś z tymi pięcioma minutami-skomentował zakładając buty
-To jest ważna rozmowa-powiedziałam szybko-I muszę z nim porozmawiać za nim stracę odwagę.
-Co się między wami wydarzyło ?-zapytał wychodząc z domu-Wczoraj siedziałaś cały dzień w pokoju a Lou chodził przygnębiony.Więc?
Trzy razy przekalkulowałam czy mu to powiedzieć ale w sumie ostatnio trochę mi pomógł więc może i tym razem strzeli gadkę jak psycholog ?
-Pocałowaliśmy się-wypaliłam,kiedy siedzieliśmy już w samochodzie
-Co?!-zapytał zdziwiony
-Pocałowaliśmy się-powtórzyłam cicho
-Ale...-zaczął ale mu przerwałam
-Pojechaliśmy rano na śniadanie i jak wróciliśmy to po prostu się stało-wyjaśniłam,bawiąc się rękawem bluzki-A potem uciekłam do pokoju.-boże czemu ja mu to mówię ?
-I mówisz mi to bo ?
-Nie wiem.Musiałam to komuś powiedzieć-odpowiedziałam obojętnie-Ale piśnij komukolwiek choć słówko a własnoręcznie ci wyrwę język.
Nie odezwał się co mnie dobiło.Liczyłam że powie coś mądrego ale on po prostu jechał i nic się nie odzywał.Zatrzymał się pod ogromnym apartamentowcem i podał mi numer mieszkania.Kiedy miałam już zamykać za sobą drzwi wypalił:
-Daj temu szanse.Lou to porządny facet.
I odjechał za nim zdążyłam zareagować.Drzwi się same zamknęły a ja stałam wpatrując się przed siebie.Może miał racje ? Może powinnam dać temu szansę?Przecież i tak nie zmienię tego co czuję a potrzebuje Louis'a w moim życiu jak wody i powietrza.
Z takimi myślami i kilkoma innymi wyjechałam na szóste piętro i stanęłam przed drzwiami z numerem 320.Zapukałam czując jak narasta we mnie panika.Kiedy drzwi się nie otworzyły zapukałam jeszcze raz a potem zadzwoniłam dzwonkiem.Nikt nie otwierał więc nacisnęłam klamkę.Drzwi ustąpiły a ja niepewnie weszłam do środka.
-Loui ?!-krzyknęła,zmierzając przed siebie
Kiedy znalazłam się w salonie miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.Na podłodze przy kanapie leżało kilka pustych butelek a na meblu leżał pijany Louis.Przypomniało mi się jak on znalazł mnie w takim stanie i wybuchnęłam śmiechem.
-Kimkolwiek jesteś wyjdź-mruknął w poduszkę
-Raczej nie zamierzam,Loui-powiedziałam,podchodząc bliżej
-Luna ?!-krzyknął zaskoczony i podniósł się z kanapy nieźle się przy tym chwiejąc-Co ty tu robisz ?
-Lepiej usiądź-powiedziałam ze śmiechem-Przyjechałam porozmawiać ale jak widać nie jesteś w najlepszym stanie.-usiadłam obok niego
-Myślałem że wszystko zniszczyłem-powiedział rozpaczliwie i mocno mnie przytulił-Myślałem że nigdy cię już nie zobaczę.
-Mnie się nie tak łatwo pozbyć-powiedziałam ze śmiechem-Ale porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz.-odsunęłam się od niego-A teraz pójdziesz spać bo nie mamy wieczności.
Niespodziewanie położył się tak że jego głowa leżała na moich kolanach.Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Miałeś iść do łóżka spać-powiedziałam rozbawiona
-Ale ja chcę przy tobie.-wymamrotał-Przynajmniej nie uciekniesz.
-Nie mam zamiaru-westchnęłam i włączyłam telewizor
Oglądając jakiś nudy program bawiłam się włosami Louis'a co widać pomogło mu zasnąć.Jakimś cudem przykryłam go kocem i wróciłam do oglądania telewizji.
Kilka godzin później podniosłam głowę Louis'a i wstałam z kanapy.Postanowiłam przygotować mu dzbanek wody na kaca i coś do jedzenia.Niestety z jego zapasów w lodówce nie było możliwości przygotowania jedzenia,więc zrobiłam tylko wodę i poszłam do łazienki się załatwić.
                                                                                   ~&~

Kiedy się obudziłem poczułem przeraźliwy ból głowy a zaraz potem dotarło do mnie że leżę na poduszce a nie kolanach Luny.Przestraszony że to był tylko sen otworzyłem oczy i rozejrzałem się po salonie ale nigdzie jej nie było.Zrezygnowany nakryłem się ciaśniej kocem i starałem się jakoś pozbyć bólu głowy.
-Może wody ?-usłyszałem znajomy głos i natychmiast otowrzyłem oczy.
W progu salonu stała Luna i patrzyła na mnie z uśmiechem.Pokiwałem głową i znów zamknąłem oczy.A co jeśli to był sen ? Jeżeli jej tu nie było ? A ten obraz wytworzyła moja wyobraźnia ?
Wtedy,Tomlinson,pójdziesz do psychiatry-powiedział ironicznie mój wewnętrzny głos.
Skrzywiłem się lekko na myśl że ma rację.
-Będziesz pił na leżąco czy może wstaniesz?-usłyszałem rozbawiony głos
-Powiedz że jesteś prawdziwa.
-Jestem-zaśmiała się-Nie masz tak bogatej wyobraźni,Loui.


---------------------------------------
od autorki:Ten dramatyzm sytuacji...ale zdradzę wam że wszystko mam zaplanowane...nawet najmniejszą kłótnie..więc uważajcie bo trochę się będzie działo..patrząc na to że ich związek będzie dość skomplikowany i na ich drodze pojawi się jeszcze nie jedna przeszkoda i tu wcale nie będzie chodziło o media które też dołożą swoje pięć groszy...no ale dobra bo za dużo zdradzę..:d dzisiaj są dwa rodziały..trzymajcie kciuki żeby jutro też tak było..xd